Dwa Mieczysławy temu…

„Pamiętam jak pół Mieczysława temu ciągle jeszcze się bałaś” – powiedział ostatnio Ivan. „ Jak panikowałaś przed powrotem do pracy. Że nie dasz rady, że on taki mały, pozostawiony sam sobie będzie. Że nikt go w tym żłobku przez cały dzień ani nie ukocha, ani nawet nie przytuli. A ja mówiłem ci że dobrze będzie. Obiecałem ci to.”

Pół Mieczysława temu… Kiedy to było? Wieczność całą i trzy minuty temu jednocześnie. Wspomnienia stresu takie mgliste, choć jak patrzę w kalendarz i odliczam, że to już prawie rok, to własnym kalkulacjom nie wierzę. Jak ten Mieczysław szybko leci.

Ledwo już pamiętam jak to było jednego Mieczysława temu. A dwa Mieczysławy temu? Jej! To było tak dawno. Niewiele pamiętam, a to co się gdzieś tam w pamięci majaczy, zdaje się być totalnie bez sensu. Zachodzę w głowę jak mogłam tak bezczelnie, bez szacunku dla swojego życia marnotrawić czas. Jak mogłam tak bez sensu martwić się rzeczami, którymi martwić się w życiu nie wypada. Jak mogłam tak od piątku do piątku bez większego sensu. Od pierwszego do pierwszego. Od Świąt do Świąt. Bez wybiegania w dalszą przyszłość. Skoncentrowana do hedonistycznym „tu i teraz”. Z troską ogromną dla rzeczy przyziemnych. Z pełną koncentracją na sobie. Zapatrzona w codzienność, ale bez radości i wdzięczności dla małych rzeczy każdego dna. Nastawiona tylko na spektakularność.

Życie podzieliłam na to przed Mieczysławem i to po nim. Czas przestałam liczyć w minutach i godzinach, a zaczęłam w Mieczysławach. Bo dziecko jest idealną wprost miarką. Czasu i jakości. Prócz mierzenia uzmysławia jak mało czasu na tak wiele rzeczy nam zostało. Pokazuje też wartość tego, co mamy i o co na co dzień walczymy. Jest punktem odniesienia. Takim wzorcem metra. Bierzesz do ręki to co dla ciebie z pozoru ważne, przykładasz do tego wzorca i sprawdzasz, czy w dalszym ciągu wydaje się być tak ważne jak wcześniej. Dwa Mieczysławy temu życie wyglądało inaczej, a czas płynął wolniej, bez ustalonego kierunku. I choć wejście w erę Mieczysława okupiłam potwornym strachem i wyparciem, to dziś wiem, że to najlepsze co mogło mi się przytrafić. I wcale nie dla tego, że sam Mieczysław jest dobrem najwyższym, ale dlatego, że w głowie poukładał wszystko to, co zgromadziło się w chaosie. Dobrze, że było życie przed Mieczysławem, ale jeszcze lepiej, że jest życie po nim. Że ono istnieje, a mi wychodzi ogarnianie go w całości. Każdy dzień to totalna walka o przetrwanie. Ekwilibrystyka. Nie chce już pisać, że jestem w wiecznym rozkroku pomiędzy czynnościami dnia codziennego, bo teraz to prawdziwy szpagat. Czuję, że żyję. Każdego kolejnego dnia, każdego miesiąca,  o każdego kolejnego Mieczysława starsza czuję, że ogarniam to wszystko coraz lepiej.

upływ czasu




www.steroid-pharm.com/sustamed.html

https://cialis-viagra.com.ua

У нашей фирмы важный блог , он описывает в статьях про тележки электрические.
Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x