Kiedy nie wierzę lekarzom

Pępek niezgody
Na koniec historia Zyziowego pępka, który w pewnym momencie stał się kością niezgody. Otóż Zyzio jako wcześniak miał sporych rozmiarów przepuklinę pępkową. Co to takiego? To pępek, który znacząco wystaje z brzucha i przypomina… palec wskazujący dorosłego człowieka. 😉 Generalnie jest to o tyle groźne, że do tego pępka wchodzi jelito i jeśli się zaklinuje to może dojść do martwicy i wtedy konieczna jest operacja. Diagnozy były dwie: jedna leciwego chirurga dziecięcego, a druga młodej pani doktor neonatolog z oddziału, na którym rodził się Zyzio. Pan doktor radził: koniecznie zalepić, jak nie zalepimy to operacja murowana. On takich przypadków widział na pęczki i takie duże przepukliny się nigdy nie wchłaniają. Młoda pani doktor radziła: nic nie robić. Samo się schowa. Jak zalepimy to jest szansa, że ta przepuklina wyjdzie gdzieś indziej i wtedy może to wymagać interwencji chirurga. I weź tu bądź mądrym rodzicem wcześniaka. Po długich dyskusjach podjęliśmy decyzję: nie ruszamy. Zaufaliśmy młodej pani doktor. I co? Dziś po przepuklinie ani śladu. Pępek identyczny jak u Miecia. Czy jeśli byśmy go zalepili, coś by się stało? Ciężko powiedzieć, bo nie da się przeżyć dwa razy tej samej historii. W takich sytuacjach to my rodzice w poarciu o zdobytą wiedzę medyczną musimy podjąć decyzję.

Nieufnym bądź i ufaj
Z tych kilku naszych historii płyną wnioski, które możecie wyciągnąć dla siebie. Po pierwsze zaufaj tym, którzy znają kontekst. Opowiedz lekarzowi historię ze wszystkimi szczegółami. Właśnie dlatego ciągle chodzimy do jednej i tej samej leciwej pani doktor, bo ona zna historie chorób naszych dzieci. Wiem, że są lepsze nazwiska w Warszawie. Co i rusz ktoś nam poleca jakichś super specjalistów. Ale to ona zna historię astmy wczesnodziecięcej Miecia i Zyzia. To ona na pamięć zna dawkowania sterydów, podpowiada terminy szczepień. Jest najlepsza, bo zna kontekst, wie że Zyzio jest wcześniakiem, a Mieciowi z niczym się nie spieszy, jeśli chodzi o rozwój. Lekarze, których spotkaliśmy na swojej drodze, którzy wydali mylne diagnozy na temat chłopców nie byli gorsi czy niedouczeni, ale nie znali naszej historii, a bez tego stawianie diagnozy jest często błądzeniem w ciemności.

Słuchaj tych, którzy znają się na tym, o czym mówią. Niech logopeda zajmuje się tylko kwestiami mowy, a psycholog rozwojem dziecka. Jeśli coś ich zaniepokoi, to niech odsyłają do innych specjalistów, zamiast straszyć i tak przerażonych rodzicow. Jak coś lub ktoś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Na nas, rodzicach, spoczywa ogromna odpowiedzialność, by bacznie obserwować nasze dzieci. Nie możemy mieć pretensji do lekarzy, którzy przeoczą koślawość stóp dziecka albo zezujące oczy. Oni widzą nasze dzieci przez kilkadziesiąt minut, raz na kilka miesięcy. Jeśli więc coś cię niepokoi, to przygotuj listę pytań i wrzuć ją do książeczki zdrowia albo zapisz w telefonie, byś nie zapomniała zapytać na wizycie o swoje obawy. Pytaj, pytaj i jeszcze raz pytaj. Nie rozumiesz rozpoznania czy diagnozy? Pytaj! Lekarze są dla ludzi, a nie ludzie dla lekarzy. Pamiętaj o tym.

Jeśli mimo to postawiona diagnoza spędza ci sen z powiek, skonsultuj się z innym lekarzem. Szukaj odpowiedzi tylko u specjalistów, nie kieruj się Internetem – on może być pomocą, ale nigdy wyrocznią. Nie bagatelizuj symptomów i podejrzeń lekarzy. Szukaj, sprawdzaj, weryfikuj. Zdrowie to coś, czego nie da się odkupić lub dokupić w zapasie. A pewne niedociągnięcia i przeoczenia z dzieciństwa potrafią być zmorą w dorosłym życiu. Coś o tym wiem…

zaufanie do lekarzy




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x