O takie zdjęcia mateczki biją pianę w Internecie

Zdjęcie. Ułamek sekundy zapisany w pikselach. Moment uchwycony aparatem fotograficznym lub smartfonem. Nowy sposób komunikowania się. Kiedyś było pismo obrazkowe, teraz mamy zdjęcia.  Często lepiej niż słowa oddają emocje. Szczególnie emocjonalne są zdjęcia z dziećmi, które są naturalne i przekazują prawdziwe emocje. Gorzej, jeśli ktoś próbuje wyczytać z nich coś więcej, niż to, co widać gołym okiem. Kiedyś czytano między słowami, a dziś widzi się to, co znalazło się poza kadrem…

Poniżej 9 typów zdjęć, o które mateczki w Internecie uwielbiają bić pianę. Dlaczego? Bo Internet daje im możliwość wścibiania nosa za drzwi naszych mieszkań, które w realnym świecie są szczelinie zamknięte. Wścibskość 2.0. A wszystko to odziane w troskę o dobro dziecka. I choć mało która z nich wpłaciła choć złotówkę na UNICEF, to w myśl zasady, że wszystkie dzieci nasza są, one troszczą się o wszystkie szkraby z Internetu.

Nr 1. Dziecko w wisiadle

Od razu uprzedzam: też mamy takie zdjęcia z dziećmi na swoim koncie. Bo jeszcze przed urodzeniem Miecia kupiłam nosidełko Baby Bjorn, które w obecnym świecie „Chustoświrek” uchodzi za najgorsze zło. Co ciekawe, ortopedzi nie są aż tak kategoryczni jak matki internetowe, które potrafią po jednym zdjęciu dziecka w internecie zrugać mateczkę i ocenić fachowym okiem, że skoro ta wsadza swoje dziecko do wisiadła to znak, że zwyczajnie go nie kocha. Pytałam o to ortopedę i fizjoterapeutę dziecięcego. Owszem, takie nosidła to nie jest dobre rozwiązanie, ALE kluczowe jest to, jak często nosimy dziecko w czymś takim. Bo jeśli to są sporadyczne sytuacje, to naprawdę nie trzeba się tym aż tak bardzo przejmować. Poza tym dziecko dziecku nie równe, a i wiek noszonego dziecka ma niebagatelne znaczenie. To samo tyczy się bujaczków. Różne są na rynku. Niektóre lepsze, niektóre gorsze. Nam neurolog zaleciła bujak bo Zyzio „mostkował” i wyginał ciało „na zewnątrz, Bujaczek pomógł, bo już tak nie robi. Ale w Internecie nam się oberwało. Za Zyzia w bujaczku i Miecia w nosidełku. Taki odzew spowodowały niewinne zdjęcia dzieci w internecie, wśród jak zawsze mądrych mateczek. Pomimo że podczas całego swojego życia  Miecio w wisiadle spędził może w sumie jakieś 4 godziny. Teraz noszę w chuście. Za co też mi się obrywa, bo od specjalistek z komentarzy wiem, że ciągle nie potrafię wiązać chusty. Dziecku robię krzywdę, a sobie przypał na dzielni. Kiepska ze mnie nosicielka jeśli chodzi o chusty. To może chociaż jakiś wirus..?

Nr 2. Dziecko karmione butlą

Mam koleżankę. Też niedawno urodziła dziecko. Miałyśmy ten sam termin porodu, tyle że Zyzio pospieszył się o 8 tygodni. Koleżanka nie mieszka w Polsce, tylko za granicą. Wiedzie szczęśliwe życie, szczerze jej w tym kibicuję. Kilka tygodni temu wrzuciła na FB zdjęcie siebie z własnym dzieckiem. Ona leżąca w hamaku, na rękach uśmiechnięty 4 miesięczny bobas, obok butelka z mlekiem, a w jej dłoni kieliszek z trunkiem w kolorze przypominającym białe wino. Z premedytacją piszę, że to, co w nim było, przypominało białe wino, bo przecież nie mogę mieć pewności. Generalnie piękna, szczęśliwa, tryskająca radością mama na relaksie. Wiecie, co zrobiłam w pierwszej kolejności? Rozwinęłam komentarze pod zdjęciem, żeby zobaczyć, jak bardzo ją skrytykowano za to zdjęcie. I wiecie co? Nikt nie napisał nic negatywnego. Same pozytywy. A teraz odwróćmy sytuację. Wiecie co by się stało gdybym ja wrzuciła takie zdjęcie na bloga? Zaraz pojawiłyby się komentarze o tym, jak mogę karmić dziecko butelką? Przecież to śmierć dla karmienia piersią. No i pytanie czy w butelce jest moje mleko czy modyfikowane, bo przecież dziecko ma dopiero 4 miesiące. No i to wino… Czy odciągam później to mleko, czy dam dziecku pierś z promilami? Poza tym picie w towarzystwie dziecka? Jaki przykład dajesz swojemu dziecku… Ocenom i pytaniom nie byłoby końca. Skąd to wiem? Nie jedno już widziałam, słyszałam, a i przeżyłam swoje… Ludzie potrafią być naprawdę specyficzni, czepiając się jednych zdjęć w internecie rodziców z dziećmi, a kompletnie omijając szerokim łukiem inne fotki, równie, jeśli nie bardziej kontrowersyjne.

Post udostępniony przez Jess Lech-Maciejewska??? (@superstylerblog)

Nr 3. Dziecko w kąpieli

Tu punktów spornych jest kilka. Po pierwsze nagość dziecka na zdjęciu. Nawet jeśli pokazujesz tylko ciało od pasa w górę. Jest nagość, a nagość to zło i przyciąganie pedofili do Internetu. „Czy Ty wiesz co oni później robią ze zdjęciem Twojego dziecka?” Szczerze? Mam zdrowo pod kopułą i nie snuję wizji, co też taki pedofil może sobie myśleć o moim dziecku w kąpieli. Drugi punkt sporny to wspólne kąpiele z dzieckiem. „W kraju X lub Y mogliby zabrać Ci za to dziecko!” „A co z higieną, pomyślałaś o tym?!” Pomyślałam, a że lubię wszystko sprawdzać u źródła to zapytałam nawet pediatrę o to, co on myśli o wspólnych kąpielach z dziećmi. Powiedział, że to bardzo dobry pomysł spędzania wspólnego czasu, oczywiście do pewnego wieku. Kiedy dziecko zaczyna odczuwać wstyd wówczas powinniśmy odpuścić. A kwestie higieniczne? O to też zapytałam. Usłyszałam, że szybki prysznic mamy lub taty przed wspólną kąpielą załatwia sprawę. Czy to was przekonuje? Bo mnie tak. Nie ma więc o co kruszyć kopii widząc zdjęcie nagiego dziecka w internecie. Warto najpierw pomyśleć i sprawdzić u źródła, zanim zacznie się snuć insynuacje.

Post udostępniony przez Jess Lech-Maciejewska??? (@superstylerblog)

Nr 4. Rodzice sam na sam

Ostatnio Anna i Robert Lewandowscy wrzucili wspólne zdjęcie. Piękni, uśmiechnięci, zakochani. Jeden z pierwszych komentarzy pod zdjęciem: „Gdzie Klara?” Serio? Przecież nie o tym jest to zdjęcie… O czym ma świadczyć ten komentarz? Że są nieodpowiedzialni, bo zostawili ją samą w domu czy może o tym, że słabo ją kochają, bo nie wrzucają zdjęć wyłącznie z dzieckiem? Robert odpisał w jedyny słuszny sposób, który zresztą jest nam bardzo dobrze znany: „Jak to gdzie? Robi zdjęcie.” Inaczej odpisać się nie da. Wiem to, bo przecież za każdym razem kiedy wrzucamy nasze zdjęcie małżeńskie musi paść pytanie ”A gdzie Miecio i Zyzio?”  Zupełnie tak, jakby ktoś odebrał nam prawo do romantycznych zdjęć we dwoje, odkąd jesteśmy rodzicami.
Jak widzicie, pod zdjęciem z dzieckiem wygłasza się negatywne opinie, a gdy rodzice zrobią fotkę bez dziecka, to tym bardziej oburza opinię publiczną.

Post udostępniony przez Jess Lech-Maciejewska??? (@superstylerblog)

Nr 5. Słoiczki

Matka karmiąca słoiczkami powinna się tego wyłącznie wstydzić. Na nic argumenty, że lekarze pediatrzy wręcz zalecają słoiczki jeśli nie mamy 100% pewności, że eko marchewka jest na pewno eko. Na nic argumenty, że słoiczki stanową zdrową i zbilansowaną dietą dla malucha. Internetowe matki wiedzą swoje. Do słoiczków ich nie przekonasz, a skoro o nich piszesz, to pewnie je reklamujesz, a skoro je reklamujesz, to przemawiają przez ciebie pieniądze wielkich koncernów, a nie dobro dziecka.

Post udostępniony przez Jess Lech-Maciejewska??? (@superstylerblog)

Nr 6. Golizna

Tu granica jest bardzo płynna. Są mamy, które oburzy dziecko w pieluszce, a są takie, które nie widzą nic złego w zdjęciu dziecka nagusa. Osobiście nie pokazałabym nigdy genitaliów własnego dziecka w Internecie, ale muszę się wam przyznać, że zawsze (zdrowo) zachwycam się zdjęciami bobasów biegających po plaży z gołą pupą. Oczywiście mam na myśli zdjęcie z dzieckiem zrobione od tak zwanej „dupy” strony. Uważam, że są urocze. Pamiętam taką piękną modową sesję z rosyjskiego Vogue, gdzie pięknie ubrane modelki trzymały na rękach goluteńkie bobasy. Oczywiście widoczne były jedynie pośladki dzieci. Pamiętam, że te zdjęcia obiły się wtedy szerokim echem w mediach. Co ciekawe – pozytywnym.

Post udostępniony przez Jess Lech-Maciejewska??? (@superstylerblog)

Nr 7. Pielucha

O tym, że pielucha potrafi podnieść ciśnienie mateczkom z Internetu, przekonałam się na własnej skórze. Nie ma bowiem nic bardziej gorszącego niż dwulatek z pampersem na pupie. A że my Miecia odpieluchowaliśmy dopiero tuż przed trzecimi urodzinami, to takich zdjęć gdzie zauważalny był kawałek pieluchy u Miecia wrzuciliśmy sporo. Za każdym razem, pod każdym takim zdjęciem padało wymowne pytanie: „Jezu! To Miecio jeszcze w pieluszce!?!?!?!?!?!?!?!?!?!” Co ciekawe, za każdym razem zdziwienie było takie samo, mimo że my każdorazowo obiecywaliśmy, że jak tylko stan rzeczy się zmieni wydamy oficjalny komunikat. 😉

Post udostępniony przez Jess Lech-Maciejewska??? (@superstylerblog)

Nr 8. Całowanie dziecka

Tu aspektów przeciwko jest kilka. Pierwszy to względy higieniczne: robaki, opryszczka i próchnica.

My dorośli jesteśmy nosicielami samego syfu. Brudasy z nas i tyle. Dlatego, mimo że bliskość rodzica i dziecka jest tak ważna, to całować nam dzieci nie wolno. Poza tym czy ktoś zapytał tego malucha czy on sobie tego życzy? Ostatnio przeczytałam też, że łaskotanie dziecka porównywalne jest do gwałtu, bo dziecko chce się wyswobodzić, ale jest za małe, a jego śmiech to jedynie przykrywka dla rozpaczy. Takie łaskotane dzieci mają później traumę. Podobno. Jednak niewiele wiem o tym świecie.

Post udostępniony przez Jess Lech-Maciejewska??? (@superstylerblog)

Nr 9. Tablet i smartfon

Na palcach jednej ręki mogłabym policzyć dzieci, które znam osobiście i które nie oglądają bajek na tablecie i smarfonie. Za to znam dużo mam i tatusiów, którzy na początku zastrzegali się, że ich dzieci nie poznają tych cudów techniki przed 18stką, a rzeczywistość brutalnie to zweryfikowała. My jesteśmy w tej zacnej grupie. Znam też masę mam, które starają się skrupulatnie przemilczeć temat. Wiecie, żeby nie kłamać… 🙂 Prawda jest taka, że większość dzieci prędzej czy później ląduje z nosem w smartfonie czy tablecie. I do nas, rodziców należy zadanie, by reglamentować zarówno czas jak i treści. Bo samo korzystanie z tych urządzeń grzechem przecież nie jest. Mało tego: nasze dzieci będą żyły w świecie, gdzie rzeczywistość wirtualna będzie szła ramię w ramię z tą analogową. Od nas zależy czy przygotujemy je do życia w takiej rzeczywistości. Niemniej pod zdjęciem z telefonem i tabletem zawsze znajdzie się choć jedna zniesmaczona lub zmartwiona losem moich dzieci osoba. Nie wiedząc zupełnie ile czasu dziecko spędza przed ekranem i co na nim ogląda wyrokuje, że z takiego berbecia człowieka już nie będzie. Najlepsze są wszystkie wiadomości prywatne, które dostajemy po każdym tekście, w którym bez ogródek przyznajemy, że Miecio ogląda bajki. „Dzięki za odwagę i szczerość! U nas też oglądamy bajki, ale głośno o tym nie mówimy!” Serio? WTF?

Post udostępniony przez Jess Lech-Maciejewska??? (@superstylerblog)

 

Na Instagramie widziałam już chyba wszystko. Kilkudniowe dziecko w nosidełku. Kilkumiesięczne w chodziku. Bobasa zostawionego w wanience, wprawdzie z niewielką ilością wody, ale jednak bez asekuracji. Widziałam gołe pośladki dzieci na plaży i relacje z przekuwania uszu kilkumiesięcznej dziewczynki. Widziałam też filmik, na którym babcia podkładając berbeciowi zwiniętą ścierkę pod pachy „prowadzała” go po pokoju krzycząc: „Patrzcie! On chodzi!” Czy pod którymś z tych materiałów zostawiłam wrogi komentarz? Nie. I to nie dlatego, że los dziecka jest mi obojętny, ani nie dlatego, że nie miałam odwagi. A dlatego, że nie znałam kontekstu. Bo nawet kilkutygodniowemu dziecku włożonemu do nosidła na 5 minut, nie stanie się krzywda. Skąd to wiem? Konsultowałam to z ortopedą i fizjoterapeutą. Bo sama nosiłam Miecia w nosidle – nie wiedząc jeszcze jaki hejt w Internecie może mnie za to spotkać. Nie znam historii to się nie wypowiadam. Nie wtykam nosa w nieswoje macierzyństwo. Proste? Poza tym zawsze staram się mieć z tyłu głowy to, że te wszystkie matki debiutują, ciągle się uczą, są zestresowane i nie muszą przecież wiedzieć tych wszystkich rzeczy, które ja jako blogerka wiedzieć powinnam. Zakładam, pewnie zresztą słusznie, że one dla swoich dzieci chcą jak najlepiej. Kochają je i wychowują jak potrafią. A skoro nie pytają mnie o zdanie, to jakim prawem mam je pouczać.

Warto się czasem ugryźć w język i zastanowić się zanim coś się napisze. Niewinne zdjęcie dziecka w internecie to pokaz przede wszystkim szczęścia i radości jego rodziców, a nie szeregu ukrytych domysłów. Zachęcam do nabrania dystansu i  spojrzenia na zdjęcie oczami dziecka – bezinteresownie i z uśmiechem.

A tu w gratisie #MamaSamoZło w wersji toples. Tak, mam takie zdjęcie z dzieciństwa. Nie żywię urazy do rodziców. Mimo posiadania tak mrocznej przeszłości udało mi się zbudować szczęśliwe życie i osiągnąć sukces na miarę własnych możliwości. Nikt nie złamał mi życia wywlekając tę fotografię na światło dzienne. 🙂  Żyję mam się dobrze. Dla mnie to zwykła pamiątka z dzieciństwa.

P.S. Mam teraz nieco większe cycki i mniejszego zeza.

zdjęcia dzieci w internecie




steroid.in.ua/products/anastrozol

читайте здесь steroid.in.ua

Buy Enanthal 250
Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x