Przy drugim dziecku jest o niebo… nudniej?

Coraz mniej mam siebie dla siebie
Ciągle staram się sobie przypomnieć i za cholerę nie mogę, co ja robiłam z czasem, kiedy nie miałam dzieci. Serio! Czy wtedy doba była krótsza, czy co? Bo ani specjalnie nie podróżowałam po świecie, ani nie szlajałam się po mieście. Mało tego, teraz robię dużo więcej ciekawych rzeczy (wyłączając z tego czynności czysto macierzyńskie). Przy Mieciu miałam czas na wszystko. Znajdowałam nawet chwile, żeby się zwyczajnie ponudzić. Dziś brak mi czasu dla siebie samej. Na moje słynne, życiowe rozkminy. 🙂 Bo nawet jeśli kładę się wieczorem spać, to jestem już zbyt zmęczona, by myśleć o czymkolwiek. Brak mi czasu na samorozwój, na czytanie książek, na cokolwiek, co mogłoby mnie rozwinąć. Chciałabym się zapisać na lekcje śpiewu, ale doba nie jest z gumy. Macierzyństwo to trudny czas w życiu kobiety, bo właśnie wtedy, w tych pierwszych latach, zdarza się nam zapominać o sobie. Mam koleżanki, które otwarcie mówią, że przy dzieciach się uwsteczniły. Poświęcamy się naszym pociechom i rodzinie, swój rozwój i dążenie do szczęścia odkładając na później. Tylko to „później” nigdy nie nadchodzi. Po urodzeniu Miecia miałam ogromną potrzebę powrotu do pracy. Pamiętam, jak się cieszyłam, kiedy pierwszy raz, po roku, przekroczyłam próg biura. Cóż z tego, jak już po kilku godzinach pracy usychałam z tęsknoty za Mieciem. Z Zyziem było inaczej. Pierwszy artykuł napisałam 5 dni po porodzie, na pierwszego maila odpisałam 7 dni po. Rozdarcie emocjonalne jest nierozerwalnie wpisane w każde macierzyństwo. Chcemy się rozwijać, a w głębi duszy czujemy, że cały ten czas powinnyśmy poświęcać dziecku, które przecież tak szybko rośnie i ciągle nas potrzebuje. Znalezienie złotego środka jest trudne, ale osiągalne. Obecnie każdą wolną chwilę staram się wyrwać dla siebie. Nie chodzę na kawusię z koleżankami, ale na treningi trzy-cztery razy w tygodniu już tak. Lubię samotne zakupy czy bieganie, a nawet spacerowanie po parku. Kiedy chłopcy idą spać, siedzę jeszcze długo w nocy, kosztem niewyspania, by wyrwać parę chwil dla siebie. To jest czas tylko dla mnie, choć przy dwójce dzieci mam go jak na lekarstwo.

Magii brak, za to jest szara codzienność
Po urodzeniu pierwszego dziecka, tuż po tym jak opuścił mnie bezlitosny baby blues, spotkało mnie wiele magicznych momentów. Na przykład wtedy, kiedy Miecio postawił pierwsze kroki, albo przespał samodzielnie całą noc. Pamiętam też dzień, w którym zaśpiewał kilka słów piosenki z ulubionej bajki. Pamiętam pierwszą wyprawę na sanki i to, jak Miecio pierwszy raz występował w żłobku. Te wszystkie momenty wydawały mi się wtedy przepełnione magią. Dziś widzę je nieco inaczej, bo po pierwsze raz już je przeżyłam, po drugie jestem bardziej zmęczona, a po trzecie bardziej twardo stąpam po ziemi. Owszem, są sytuacje, które rozkładają mnie na łopatki i wywołują wzruszenie, ale jest ich znacznie mniej, niż za pierwszym razem. Takie wyjście na spacer na przykład. Kiedyś przebierałam nogami nie mogąc się doczekać kolejnego spaceru z Mieciem. A dziś? Każdy kolejny stresuje mnie i męczy bardziej niż poprzedni. Miecio ma swoje plany na każdym spacerze. Albo nie chce iść TAM, albo koniecznie chce iść SIAM. Zyzio na spacerach nie śpi w ogóle, więc wózek musi być non stop w ruchu, inaczej ryk na cały park. Miecio co 20 minut chce siusiu, a rozebranie go z kombinezonu to nie takie hop siup. Za to ubieranie i rozbieranie chłopaków przed i po spacerze? Zmęczyłam się na samą myśl o tym. 😉

Na szczęście czas szybko (czasami tylko wolniej) mija
Jest jedna rzecz, która mnie w tej sytuacji podnosi na duchu. To, że chłopcy rosną. Każda minuta, godzina, dzień sprawia, że stają się starsi. Bardziej rozumni, bardziej samodzielni. Miecio jest dowodem na to, że obrana przez nas droga w jego wychowaniu to dobry kierunek. Ja wiem, że cel uświęca środki, a naszym celem będąc rodzicami jest wychowanie szczęśliwych i gotowych na dalszą samodzielną drogę ludzi. Wiem też, że dzieci to cel sam w sobie, to jeden z grubszych tematów w życiu dzieciatych, motywacja by być lepszym człowiekiem. Dowód na to, że jak kiedyś nas już tu nie będzie, to zostaną oni i będą świadectwem naszego istnienia. Ale na litość boską, ciężko jest o tym pamiętać, szczególnie wtedy, gdy uświadamiasz sobie, że od prawie 4 lat, dzień w dzień, zmieniasz pieluchy, usypiasz, karmisz, kąpiesz, bawisz się i sprzątasz po tych małych ludziach. Ten szczęśliwie upływający czas to nauka, którą wyciągnęłam dopiero przy drugim dziecku. To wszystko kiedyś minie. Brak tej wiedzy na samym początku macierzyństwa wpędził mnie prawie w depresję. Bo w moim przypadku macierzyństwo nie zachwyciło mnie swoimi „chwilami” i „momentami”. Widziałam w nim tylko nieprzespane noce, zmęczenie, obolałe piersi, rutynę, powtarzalność dni i tygodni i wszechobecną monotonię. Teraz, z każdym dniem będzie już tylko lepiej. Musimy tylko to wszystko z Ivankiem przeżyć jeszcze raz i sukces gwarantowany. A potem? Potem to ja sobie drodzy Państwo odpocznę. 🙂

drugie dziecko




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x