Psychiczne przeziębienie, czyli rodzice idą do żłobka

CSI: Rodzice
Nowe czasy, nowe technologie. Rodzice potrafią z nich korzystać jak mało kto. Zamiast spotkać się osobiście z nauczycielem, porozmawiać z nim, poznać go wolą wyszukiwać informację w sieci. I tak w ruch idą media społecznościowe, przeszukiwanie prywatnych profili na Facebooku, Instagramie rozszerzone o zadawanie pytań na grupach i wywiad u znajomych, innych nauczycieli i pozostałych rodziców.

Biel jeszcze bielsza
Rodzice bardzo często zapominają o tym, że dziecko łatwo się brudzi. Kupują mu nowe, drogie, często markowe ubrania, a potem mają pretensje do nauczycielek o to, że dziecko się ubrudziło obiadem, farbkami, albo w czasie zabawy. Tymczasem to tylko dziecko.

Brak stroju
Rodzice często zapominają o właściwym ubraniu dziecka do żłobka. Takim, które nie tylko byłoby wygodne w czasie zabawy, ale również było adekwatne do pogody. Pamiętajmy, że w naszym klimacie często ranki są dość chłodne, wieczory również. Tymczasem dzieci przywożone autami czasem nie mają zimą nawet czapki. Uniemożliwia to wzięcie ich potem na spacer. A spacer dla rodzica odbyć się musi. Przytoczę tu historię naszej Czytelniczki:
„Ubieranie. Albo dzieci poubierane jak na Sybir, gdy na dworze +15 albo przy -15 bez czapek i rękawiczek, bo przywiezione autem… Przykładowa dajmy na to dla potrzeb posta Ivaninka w kwietniu miała grube rajstopy i polarowe spodnie, a na dworze dzieci w bluzach lub sweterkach, bo wyjątkowo ciepło było. Więc mówię: „Ivaninko, nie zakładaj już spodni, bo się zgrzejesz biegając na placu zabaw z dziećmi.” Po południu mama Ivaninki, że co ja sobie wyobrażam, że ona wie, jak dziecko ubierać, że Ivaninka po chorobie, że za leki będę płacić, bo zmarzła i zawsze mam ubierać wszystko, co ma w szatni, bo ona jest matką i decyduje…….Więc za kilka tygodni równie ciepła końcówka maja, dzieci na głowie kapelusiki i czapeczki z daszkiem, a Ivaninka czapka na uszy, pod szyją wiązana…Zatem nie chcąc za leki Ivaninki płacić, mówię: „Ivaninko, dała mamusia, to załóż czapeczkę, tylko nie będziemy już jej pod szyją wiązać I nie biegaj tylko dziecko kochane, bo się ugotujesz na miękko…” Po południu mam mamusie: czy ja nienormalna jestem? Taki gorąc, a ja każe Ivanince w czapce chodzić? Przecież widzę, że lato na całego, a tą czapkę to ona tak na wszelki wypadek dała, bo jednak rano to wiaterek był trochę… Że za leki będę płacić, jak się z przegrzania rozchoruje…. Potem każdego rodzica pytałam, czy pozwala mi dzieci „rozbierać” i ubierać na dworze według mojego uznania i aktualnej pogody, czy wszystko, co w szatni jak leci mają ubierać. Bo wiadomo, rano chłodno i jak dzieci do przedszkola idą, po południu ciepło, dzieci biegają na placu itp.”

Dwie lewe ręce
Wielu rodziców oczekuje, że ich dziecku będziecie się placówkach pomagać lub nawet wykonywać za nie pewne czynności. Tymczasem to stawianie przed dzieckiem problemów prowadzi do tego, że uczy się ono je rozwiązywać.

Geniusz cofnął się w rozwoju
Ten zarzut padał niezwykle często. Problem stary, jak świat. W domu umiał, a w żłobku/przedszkolu już nie. Zresztą przeczytajcie poniższe wypowiedzi Czytelniczek:
„Proszę Stasia na nocniczek sadzać, bo w domu on wola jak chce kupkę” – a Stasiu ani be ani me ani kukuryku.”
„Tak w domu wola kupę, siku, samo je, a w żłobku nic nie mówi i nic nie potrafi”
„Nie dawać dziecku smoczka do zasypiania! Zasypia samo!” – a nie zasypia bez smoka wcale.
„Dziecko nie używa pieluch. Może w domu nie, ale w przedszkolu zasikuje się ciągle.”
„Chyba największym grzechem, jaki mnie śmieszył, to udawanie, że się odpieluchowało dziecko, a dziecko w szatni miało zdejmowanego pampersa. Rodzice tylko zapomnieli, że dziecko mówi.”

Pępek świata
Wiecie, jak to jest w szkole – każdy nauczyciel uważa, że to jego przedmiot jest najważniejszy. Rodzice mają dokładnie tak samo, tyle że ze swoimi dziećmi.
„Mój ma dzisiaj nie wychodzić, bo jest po chorobie. Skoro po chorobie nie może wychodzić, to co robi w żłobku?” – słusznie pyta Czytelniczka.
„Był taki chłopiec, którego zawsze przyprowadzano zaraz po śniadanku i miał ze sobą jakiś smakołyk. Rodzice zawsze prosili by zjadł spokojnie to, co ma. I tak dzieci patrzyły, jak on je, a w zasadzie patrzyły na to, bo nie bardzo chciał jeść, a oddać też nie chciał. Myślę, że to była forma łapówki za to, że w żłobku zostanie.” – przytacza historię, ze swojej praktyki w żłobku inna Czytelniczka.
„Hitem był dzieciak, który wybił zęba innej nauczycielce, a rodzice zmusili biedną kobietkę do przeprosin, bo przecież bez przyczyny by jej nie uderzył.”
„Może nie wychodźcie dziś na dwór, bo Zdziś ma katarek.”
„Proszę pilnować, żeby dziecko dywanu nie dotykało, bo potem ma szorstką skórę.”
„Niech Tylko się z Filipkiem nie bawi, niech Pani pilnuje, bo ja sobie nie życzę.”
„Tylko tych spineczek niech nie pogubi, bo to od cioci z Ameryki”,
„Nie zgadzam się, żeby spała podczas leżakowania, bo potem w domu nam buszuje do 20.30″- a dziecko już przy obiedzie zasypiało na siedząco.”

Minęli się z higieną
Kilka osób zwróciło też uwagę na przyprowadzanie brudnych dzieci do żłobka, a jedna Czytelniczka opowiedziała historię wyfiokowanej, zamożnej mamy, który autem notorycznie przywoziła do żłobka dziecko z kilkugodzinną kupą w pieluszce i porządnym odparzeniem, udając, że maleństwo dopiero co skasztaniło się w aucie.




дапоксетин

https://xn--e1agzba9f.com

xn--e1agzba9f.com
Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x