Użyj mózgu Matko!

Miałam kiedyś taki ulubiony wieczorny schemat. Codziennie przed snem leżąc w łóżku czytałam. Książki, felietony w gazetach, ciekawe publikacje. Zdarzało mi się też czytać poezję. Coś, czego Ivanek totalnie nie potrafi zrozumieć. Cóż począć, że taka ze mnie pełna romantyzmu dusza. Uwielbiałam to moje czytanie. Były takie momenty, że równolegle czytałam cztery książki, bo każda z nich z osobna albo mnie nużyła, albo była dla mnie za ciężka do przetrawienia na raz. Celebrowałam te moje zaczytane wieczory. Tak było do czasu… Później urodził się Miecio i całe to moje wieczorne masowanie mózgu trafił szlag.

Wybacz, ale nie mam do ciebie szacunku

Mówicie na to pieluszkowe zapalenie mózgu. Jak zwał, tak zwał. Prawda jest okrutna: macierzyństwo niesamowicie uwstecznia. Ogłupia nas, nie dostarcza wystarczającej ilości bodźców, ogranicza nasze horyzonty. I cały w tym ambaras, byśmy w porę zauważyły ten destrukcyjny proces i coś z tym zrobiły. Może urażę którąś z was mym wyznaniem, może wbiję kij w mrowisko, ale szczerze nie szanuję matek, które po dziecku przestają myśleć. I nie chodzi mi o to, że przestają myśleć o sobie, czy o mężu. Nie szanuję matek, którym przy dziecku wyłącza się mózg. O mały włos i straciłabym szacunek do samej siebie, ale w porę ktoś zwrócił mi uwagę na coś, co po prostu mi umknęło…

Dziwne życzenia urodzinowe
W grudniu skończyłam 32 lata. Mimo trójki z przodu ani trochę nie czuję się staro, choć jeśli czyta to jakaś nastolatka pewnie zastanawia się czy mam już wybrane buty do trumny. Spoko, nie żywię urazy. Będąc nastolatką tak samo odbierałam ryczące trzydziestki. Wciąż mam poczucie, że całe życie przede mną. Że wszystko jest jeszcze możliwe. Że to, czego jeszcze się nie nauczyłam, dam radę przyswoić w przyszłości. Pytanie, czy wystarczy mi na to chęci. Bo mój twardy dysk ma jeszcze sporo miejsca, ale ostatnio nieco się przykurzył. Ivanek składając mi życzenia urodzinowe powiedział jedno zdanie, które szczególnie utkwiło mi w pamięci: „I żebyś znów stała się tak bardzo ciekawa świata jak kiedyś. Żebyś miała czas na czytanie, tak jak kiedyś.” Trochę zabolało. Ukochany facet, w którego oczach zawsze chciałabym wyglądać elokwentnie zauważył to, co ja od pewnego czasu skrzętnie starałam się ukryć. Ale to wszystko jakoś tak samo się potoczyło. Jakby ktoś niepostrzeżenie pstryczek po pstryczku, pokój po pokoju, gasił światło w mojej głowie. W jednej chwili po tych życzeniach wszystko znów stało się jasne.

Poszłam w to
Mam koleżankę. Kiedyś była dla mnie autorytetem. Kiedy ja przyszłam do pracy w korpo, ona tam brylowała. Imponowała mi, bo zawsze wyglądała nienagannie, a do tego jej umysł ostry jak żyletka, szybko znajdował rozwiązanie każdego problemu. Typowy korporacyjny wymiatacz. Była dla mnie inspiracją. Przez długi czas niedoścignioną. Szybko przypadłyśmy sobie do gustu. Raz, drugi, trzeci umówiłyśmy się na lunch. Jej historii mogłabym słuchać w nieskończoność. Miałam wrażenie, że w małym palcu ma całą wiedzę z dziedziny naszej pracy. To ja pierwsza zaszłam w ciążę. Ona urodziła parę miesięcy po mnie. Bardzo szybko zdecydowała się na drugie dziecko. Kiedy zadzwoniła z propozycją kawy, byłam zachwycona. Brakowało mi merytorycznych rozmów. „Ktoś wreszcie wymasuje mi mózg”- cieszyłam się. Ale radość nie trwała zbyt długo. Umówiłyśmy się w modnym warszawskim miejscu, niezbyt przyjaznym dzieciom, a ona przyszła z całym swoim żywym inwentarzem. Bez męża, bo ten był akurat w delegacji. Po trzydziestu minutach marzyłam by uciec, ulotnić się, wyparować. Nie zamieniłyśmy ani jednego sensownego zdania. Ja uspokajałam na kolanach jedno jej dziecko, a ona lulała drugie. Nawet na moment nie udało mi się wymienić z nią szczerego spojrzenia. Próbowałam dopytać, czy wraca do pracy i czy ma jakieś pomysł na siebie. Powiedziała tylko: „Poszłam w to. Wiesz, że w końcu przestałam się notorycznie stresować. Nikt niczego ode mnie nie wymaga. Dobrze mi z tym. Zawodowo to ja już się chyba wypaliłam. Zostanę z dziećmi w domu. To jest mój pomysł na życie.” Porozmawiałyśmy jeszcze chwilę o sposobach na afty, dopiłyśmy zimną już kawę i nasze drogi się rozeszły. Długo nie rozumiałam, co stało się tej ambitnej, przebojowej kobiecie.




www.biceps-ua.com

www.steroid-pharm.com/boldever.html

www.medicaments-24.net/
Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x