Podróże kształcą, ale…

…tylko ludzi wykształconych. Tylko tych, którzy z odwiedzanych miejsc potrafią czerpać. Potrafią słuchać i widzieć. Potrafią chłonąć…

Do pani Wojażewskiej wpadła sąsiadka. Niezbyt się tą wizytą uradowali, wszak walizki jeszcze nie rozpakowane i nie wiadomo w jakim stanie jest butelka oliwy wyniesiona rano naprędce z restauracji hotelowej. W końcu all inclusive to all inclusive i skoro zapłacili to chyba mogą, nie?

Wojażewska nastawia wodę, wsypuje po dwie łyżki kawy do szklanek bez uchwytu, a odstawiając puszkę do szafki wykrzywia twarz w bolesnym grymasie.
– Co się stało? – pyta sąsiadka, bardziej z ciekawości niż z troski.
– Aaaa, kochanieńka! Szkoda gadać. – odpowiada Wojażewska. Ramiona sobie strasznie spaliłam w tym tureckim słońcu. Ja myślałam, że ono tak jak w Polsce – przyzwoicie, powolutku mnie opali, a tu trach! Pół dnia i koniec! Resztę wczasów przesiedziałam w barze. Na szczęście drinki były za darmo. Tylko ta wódka to jakaś taka anyżkowa, niesmaczna. Na wódce to się oni nie znają. No, ale Krysiu, prawda jest taka, że za darmo to i ocet słodki. No i nogi sobie ładnie opaliłam. Patrz, Krysiu. Taka kobitka z Sieradza, co to mieszkała w pokoju obok powiedziała mi, że jak będę je myć, ale nie szorstką gąbką, to ta opalenizna i z pół roku potrzyma. A kobitka wiedziała co mówi. W tym Sieradzu to ona drogerię ma. Zresztą, kobieta swoje przeszła. Tę wycieczkę to jej dzieci kupiły, na pociechę po rozwodzie. Bo jej mąż, Krysiu droga…
– A to co? Zapytała zaintrygowana sąsiadka – pokazując palcem na odstawioną przed chwilą puszkę na półkę i próbując zakończyć średnio ciekawą historię o kobiecie, której na oczy nie widziała.
– A to Kochanieńka jest kawa turecka. Najlepsza na świecie podobnież. Tak mówią. Ja tam piłam i różnicy nie czułam. W takich garnkach to gotują i później fusy w zęby nie wchodzą. – Stasinek – jak te garnki do kawy się nazywają? Patrz, mówili mi tyle razy, a ja nie pamiętam. Nie mam pamięci do takich terminów.
– No to tym bardziej chętnie spróbuję. A ludzie jacy? – zapytała Krysia.
– A powiem ci, nic szczególnego. Zresztą jakich my tam ludzi poznaliśmy: tyle co obsługę hotelu, no i raz na bazar nas zabrali. Że niby jakiś taki stary – najstarszy. W autokarze powiedzieli żeby się targować z cenami, ale jak człowiek się w językach nie wyznaje to se może… No bo jak na palcach pokazać pięćdziesiąt?
– Czyli pamiątek żadnych nie przywieźliście? – zapytała lekko zawiedzionym głosem sąsiadka.
– No pewnie, że przywiozłam. Bez pamiątek to nie wczasy. Jeszcze w samolocie powiedzieli nam, że Turcja to z dywanów słynie. Ale powiem ci kochanieńka, że jakoś mnie te wzory nie powaliły. A w tych sklepach zaduch taki! Kadzidełka palą non stop. Przez takie rury te kadzidełka palą. Coś do domu trzeba było przywieźć, a że w walizce miejsca mało, to wybrałam taki mały dywanik. Pomyślałam, że położę przy wannie to oko będzie cieszył. A i powiem ci Krysiu, że bardziej od dywanów to mi się tam kafelki podobały.
– Kafelki? – zapytała zaintrygowana sąsiadka Krystyna.
– No kafelki, kafelki. W łazience w hotelu. Nawet poprosiłam naszą animatorkę żeby zapytała na recepcji gdzie takie dostać można, ale nie wiedzieli. Naprawdę ładne były. Kafelków to mi żal – powiedziała Wojażewska, po czym zamyśliła się na chwilę.
– Ale powiem ci sąsiadka, że ta kawa to dobra, taka mocna. Prawdziwy smak kawy ma. – powiedziała Krystyna próbując zmienić temat na inny niż te nieszczęsne kafelki.
– Dobra? Może i dobra… Mi trochę Prymę przypomina. – odpowiedziała bezrefleksyjnie Wojażewska.
– A zwiedzaliście coś w tej Turcji? Co tam w ogóle ciekawego jest? Bo, że pogoda dobra to od córki słyszałam.
– Z tym zwiedzaniem to tak średnio. Stasinek trochę więcej zobaczył. A ja to wolałam przy basenie, w barze posiedzieć. Odpocząć pojechałam. Zresztą, Krysia, co ja ci mówić będę. To nie było to samo co przy Ostrej Bramie na ostatniej pielgrzymce z parafii. Byłaś, to wiesz. W Turcji te kościoły całe w dywanach, ołtarza nie uświadczysz, a i na kobiety krzywo tam patrzą. Inny świat Krystynko! Powiem ci, że inny świat. I ludzie inne…
– A w przyszłym roku też się wybierzecie?
– Na pewno – zniżkę mamy w biurze przez 12 miesięcy, to skorzystać trzeba. Ale już na pewno nie do Turcji. Takie podróże to nie dla mnie. Może Grecja albo Tunezja. Stara Turnusowa spod trójki mówiła, że dobre jedzenie w hotelach mają.
– I dużo! – zawołał Stasinek z pokoju obok.

Zdjęcia załączone do artykułu zostały zrobione w Paryżu, w dzielnicy Montmartre położonej w północnej części miasta, na wzgórzu o tej samej nazwie. XVIII dzielnica jest uważana za najbardziej urokliwą w całym mieście. Od zawsze ściągała do siebie artystów i całą paryską cyganerię. Jedną z głównych atrakcji jest eklektyczna bazylika Sacré-Cœur. Co roku, w pierwszy weekend października na Montmartrze odbywają się winne dożynki, które ściągają do miasta rzeszę wielbicieli tego trunku. Nieopodal Sacré-Cœur znajduje się Place du Terte – miejsce słynące z malarzy, którzy dla rozrywki i zarobku malują portrety turystów. Do serca XVIII dzielnicy najlepiej dostać się kolejką linową. W mojej ocenie to najbardziej urokliwe miejsce w całym mieście. Inne od reszty Paryża. Pewnie za sprawą wąskich, krętych uliczek i stromych schodów pnących się wysoko w górę. Bardzo często filmowcy wybierają Montmartre na miejsce do zdjęć w swoich filmach. Tak zrobił między innymi Jean-Pierre Jeunet kręcąc tam słynną „Amelię”. Niegdyś dzielnica słynęła z licznych wiatraków. Jeden z nich stał się znakiem rozpoznawczym kabaretu Moulin Rouge, położonego w tejże dzielnicy.
Podróże kształcą. Jeśli tylko masz odrobinę chęci i otwarty umysł.

żołte spodnie różowa bluza Local Heroes Montmartreżołte spodnie różowa bluza Local Heroes Montmartreżołte spodnie różowa bluza Local Heroes Montmartreżołte spodnie różowa bluza Local Heroes Montmartreżołte spodnie różowa bluza Local Heroes Montmartrekawiarnia z Amelii Paryż Montmartrekawiarnia z Amelii Paryż Montmartrekawiarnia z Amelii Paryż Montmartrekawiarnia z Amelii Paryż Montmartrekawiarnia z Amelii Paryż Montmartrekawiarnia z Amelii Paryż Montmartrekawiarnia z Amelii Paryż Montmartreżołte spodnie różowa bluza Local Heroes Montmartre

Spodnie: Massimo Dutti, bluza: Local Heroes, buty: Lipsy London (ASOS), zegarek: Tous, torebka: , naszyjnik Stefanel.

kawiarnia z Amelii Paryż Montmartre




https://buysteroids.in.ua

www.farm-pump-ua.com

farm-pump-ua.com
Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x