34 lata czekania na idealne Święta

Wigilie z Mamą i Babcią były skromne. Po śmieci Dziadka, o ile nie przyjechał wujek, czyli brat mojej Mamy ze swoją entą duperą, byliśmy sami we trójkę z kotem. U Taty rodziny było znacznie więcej, więc siłą rzeczy Wigilia zawsze była weselsza.

Szczególnie zapamiętałem pięć Wigili w moim życiu.

Raz jeden jedyny udało się namówić moją Mamę i Babcię by na Wigilię pojechały do mojego Taty i drugiej Babci. Wszyscy byliśmy niezwykle podekscytowani, a ja najbardziej. To były moje najwspanialsze Święta z okresu dzieciństwa. Wszyscy razem. Taka namiastka pełnej, normalnej rodziny, chociaż przez te kilka godzin. Nawet te jebane wiersze za zabitych szczeniakach, które musiałem deklamować i beznadziejne prezenty mi nie przeszkadzały. Pamiętam, że moja gderliwa Babcia była pod wrażeniem, a wierzcie mi – tej kobiecie nic nigdy się nie podobało. Ale to było raz i tyle mi zostało z pięknych wspomnień.

Druga Wigilia, którą pamiętam, wydarzyła się chyba gdy miałem 20 lat. Przyjechał wujek i się napierdolił. Całe życie był alkoholikiem, ale takim niereformowalnym. Nigdy nie chciał pomocy, nigdy się nie leczył. Uważał, że nie ma problemu z wódą chyba, że ta się skończy. Ludziom w swoim otoczeniu wyrządził tyle zła, że nie znam na świecie drugiej tak podłej osoby. No więc wujek od rana drinkował. Moja Mama chodziła cała wkurwiona, bo czuła, że ze Świąt lada moment będą nici. Babcia oczywiście udawała, że nie widzi problemu. Zasiedliśmy do stołu w minorowych nastrojach, a ten chuj polewa. Bałem się go strasznie w takim stanie, ale mimo wszystko postanowiłem odwrócić kieliszek do góry nogami. – Co kurwa robisz? – zapytał delikatnie. – Nie będę z tobą pił pierdolony pijaku! – wykrzyczałem i tylko refleks mojej mamy, która przez lata ćwiczyła szermierkę uchronił mnie przez rękoczynami ze strony wujka. To był dla mnie jeden z największych szoków poznawczych w życiu. Żyłem w domu, który choć był dotkliwie doświadczony przez różne choroby, ale na to wpływu przecież nie mieliśmy, to jednak pozbawiony był jakichkolwiek patologii. Żadnego alkoholu, narkotyków, przemocy, kryminału. No ale przyjechał wujek i postanowił spierdolić nam Święta. Wstaliśmy z Mamą od stołu i to był koniec naszej Wigilii. Trwała może pięć minut. Pamiętam, że całe Święta spędziliśmy razem w kinie, żeby nie siedzieć w domu z tym menelem. Pamiętam też Babcię, która za całą aferę pretensje miała do nas, bo przecież „wiedzieliśmy jaki on jest i żeby go nie denerwować skoro popił”. Wtedy zrozumiałem jedną z najważniejszych rzeczy w moim życiu. Tylko stworzenie własnej szczęśliwej rodziny zagwarantuje mi, że moje życie będzie wyglądać tak jak tego pragnę i uchroni mnie przed całym spierdoleniem świata, w którym się wychowałem i który mnie otacza. Ale wtedy do tego była jeszcze długa droga.

Trzecie Wigilia miała miejsce 4 lata później, w 2007 roku. Tuż przed Świętami dowiedzieliśmy się o złych wynikach prób wątrobowych mojej Mamy. Po 10 latach uśpienia rak dał o sobie znać. Przerzuty do śledziony. Sprawdzam w sieci co to oznacza. Wychodzi, że najczęściej miewają je psy. Żartuję do Mamy, że chyba była w życiu niezłą suką. Śmiejemy się, ale jednak przez łzy. To chyba były drugie najsmutniejsze Święta w moim życiu, bo pierwsze miały się odbyć dopiero za rok. Już bez Mamy. Ale za to z Martą i jej Rodzicami.

Czwarta Wigilia, która pamiętam była dla mnie o tyle niezwykła, że była pierwszą bez Mamy. Byłem z Tatą u mojej Cioci, a w pierwszy dzień Świąt miałem pojechać do Rodziców Marty. To była moja pierwsza wizyta u nich połączona z tak zwanym zapoznaniem. Przyszły Teść odebrał mnie razem z Martusią z Olsztyna. Jedziemy autem, pogoda piękna, acz mroźna. Teść: – Patrz Jasiu, to Cirrus – i pokazuje na chmurę pierzastą. – A to Cumulus – odparłem i pokazałem na chmurę kłębiastą dziękując w duszy własnemu Ojcu za tom pierwszy encyklopedii z hasłami od A do C.




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x