Kinder-foto-problem

Pamiętam jak 8-go maja zeszłego roku, o godzinie 15.55, za sprawą sprawnego cięcia skalpelem wykonanego przez Doktora „I” i jego rąk włożonych po łokcie w trzewia mojej ukochanej Małżonki, przyszedł na Świat Mieczysław Antoni, lat ZERO, 57 cm wzrostu, 3830 g wagi i 10 punktów Apgar. W 10 minut później nasz mały Dziedzic wyjechał w plastikowej kuwecie na kółkach prosto w moje ramiona. Miał oliwkową cerę, wyglądał na wypoczętego. Zupełnie jakby ostatnie tygodnie spędził jako kuracjusz w Piwnicznej-Zdroju. Był zawinięty w rożek: trochę jak turecki lawasz, a trochę jak belgijskie frytki. Pachniał jednak o niebo lepiej. Bo nic nie pachnie tak jak noworodek. Wreszcie mogliśmy sobie dać pyska, przybić mikro-piątkę jego mikro-rączką i strzelić sobie pamiątkową słit-focię. I właśnie o fotach będzie ten wpis.

Fotę przesłałem MMSami i mailem kolejno Dziadkom, Szwagrowi i najbliższym Ciociom i Kuzynom. Potem Miecio zaliczył debiut na Fejsie, kiedy to wrzuciłem zdjęcie naszego dziecka na tą popularną platformę społecznościową, a lajki posypały się jak nigdy. Następnie przyszedł czas na telefony do i od rodziny, od i do przyjaciół czy znajomych. Podczas entej rozmowy usłyszałem od jednej znajomej, tuż po podaniu ogólnych informacji o przebiegu porodu, samopoczuciu mamy i maleństwa, następujący tekst:
– Mam nadzieję, że nie będziesz wrzucał jego zdjęć na Fejsa i w ogóle do netu aż nie skończy 18 lat… wiesz… żeby nie miał do ciebie pretensji.
Znamienne jest to, że ta znajoma jest sama i dzieci nie ma, ale może się czepiam…

Dlaczego lepiej nie zamieszczać zdjęć z dziećmi w Internecie

Zarówno przed pojawieniem się Miecia na Świecie, jak również po jego narodzinach wielokrotnie czytałem artykuły, wpisy czy komentarze w Internecie odnośnie tego, dlaczego to nie wolno publikować zdjęć swoich dzieci w sieci i jak zgubny wpływ może mieć to na ich życie. Ponieważ sami publikujemy sporo zdjęć naszego synka, postanowiłem skrobnąć kilka zdań na ten temat. W końcu zdjęcie dziecka w Internecie, jeszcze nikomu nie zrobiło krzywdy, ale o tym za chwilę.

Zacznijmy od tego, że podstawowym argumentem powinno być twoje własne zdanie. Niezależnie od tego, czy chcesz dzieciakowi zafundować Big Brothera, czy masz zamiar chronić jego prywatność niczym złoto w Fort Knox, to jest twoja sprawa (i twojego partnera/ki). Nikt inny nie powinien cię pouczać, komentując i mówiąc ci co masz robić i dlaczego nie masz zamieszczać zdjęć swojego dziecka w sieci. Choć w przypadku dzieci wszyscy kochamy się mądrzyć i pouczać innych, jak chociażby czynię to ja sam, w tym oto wpisie. 😉 To jest twój dzieciak i do 18 roku życia ty decydujesz za niego. Wiadomo – im będzie starszy tym będzie coraz częściej decydował za siebie, co niekoniecznie jest dobre. Sam zobaczysz, że gdy twoje dziecko będzie miało kilkanaście lat, będziesz się modlił, żeby nie wrzuciło po pijaku zdjęcia swoich klejnotów centralnie na Twojego walla, albo nie nagrało amatorskiego pornosa ze znajomymi z Oazy. Oczywiście o ile wtedy będzie jeszcze jakiś Facebook…

Innym argumentem, często przytaczanym przez przeciwników wrzucania zdjęć własnych pociech do sieci, w tym na takiego Facebooka jest wolna wola dzieci. Że one sobie tego po prostu mogą nie życzyć. Pytałem kilka razy Miecia o możliwość publikacji jego zdjęć (w tym momencie moje dziecko ma niepełne 11 miesięcy). Trzy razy chrząknął, raz ulał i na koniec puścił bąka. Uznałem, że ma to gdzieś. Tak na serio argument jest o tyle ciekawy, że to rodzice zwykle wybierają dziecku żłobek, przedszkole, szkołę podstawową, gimnazjum, a często również liceum i kierunek studiów. To oni decydują czy dzieciak będzie tańcował czy lepił z gliny. To rodzice decydują o światopoglądzie dziecka, o wierze w boga, o tym czy je mięso czy nie i czy będzie zaszczepiony na wszelakie bakcyle, czy liczymy na to, że w skrajnej sytuacji pomogą bańki, smalec z psa albo lokalny znachor. A tu nagle mamy dać dziecku, z reguły małemu, prawo do decydowania, czy my, jego rodzice, możemy wrzucić jego fotkę na społecznościówkę czy nie. Wyczuwacie brak logiki? Pomijam, że wybór konkretnej szkoły, wiary czy nawet diety może zaważyć na całym życiu, a zwyczajne zdjęcie raczej nie.

Kolejny argument to niebezpieczeństwa kryjące się w sieci, za sprawą upubliczniania fotek swoich podopiecznych. Fotografia może przecież trafić w niepowołane ręce, ktoś ją przerobi, wyśmieje, zhejtuje, umieści gdzieś na stronie albo jakiś ksiądz z rajskiej wyspy, czy inny pedofil nie daj bóg będzie z jej pomocą grzeszył okrutnie. Ci z bardziej rozwiniętą wyobraźnią wskazują jeszcze na możliwość inwigilacji i porwania dziecka. To chyba ta sama grupa, która zamazuje rejestracje aut podczas ich sprzedaży na Allegro. Zapytani czemu zakrywają blachy z reguły tłumaczą coś o zawistnym sąsiedzie, urzędzie skarbowym albo złodziejach czyhających na ich kilkunastoletniego Passata. Czyli kupy się to nie trzyma. Oczywiście statystycznie najczęściej narażeni jesteśmy na hejt, ale od tego są opcje ustawienia prywatności, blokowania itp. żeby nie każdy mógł zobaczyć czy skomentować naszą fotkę. Jeżeli blogujesz to takie akcje masz wpisane w swoje ryzyko zawodowe i nie ma co się nad tym użalać.

Następnym argumentem jest to, że podobnie jak w przyrodzie tak i w Internecie nic rzekomo nie ginie. Zastanówmy się jednak nad samym procesem „ginięcia”. Zdjęcie takiego dziecka może zginąć bo zostanie usunięte raz na zawsze, ale może też zginąć bo pojawią się kolejne, wszak w tłoku też się ginie. Według szacunków w 2014 roku w sieci mogło się pojawić ok. 880 miliardów nowych zdjęć. Inne szacunki mówią o 500 milionach zdjęć umieszczanych w sieci każdego dnia, które wiele z nich dotyczy samych dzieci. Jeszcze inne podają, że w ciągu minuty na Facebooka wrzucanych jest ponad 200 tysięcy zdjęć, a na Instagrama blisko 28 tysięcy (dane z 2013 roku). Zresztą jeżeli nie wierzycie jak to wszystko zap…dala rzućcie okiem na tę stronę: 

Czy wobec tego rzeczywiście myślicie, że niewinna fotka wrzucona na Fejsa czy Insta utytłanego w jedzeniu bobasa spowoduje, że jego przyszła kariera wziętego kardiochirurga legnie w gruzach, gdy ktoś ją jakimś cudem odkopie z czeluściach Internetu? Myślicie, że Świat się wtedy zatrzyma? Spadnie kurs jena? Baryłka ropy poszybuje w górę? Będą trzęsienia ziemi, pożary i zamachy? Stopią się bieguny, a na Słońcu pojawią się plamy? I że komuś w ogóle będzie się chciało zwrócić uwagę, skrytykować zdjęcia z dziećmi, patrząc na już obecny natłok wszelakich informacji w sieci?

Niezależnie od tego, czy publikujecie zdjęcia swoich dzieci w Internecie czy nie: warto zastanowić się nad słusznością swoich przekonań, argumentami jakie za nimi idą i przede wszystkim nad tym, czy sami, własnymi zdjęciami nie przynosicie wstydu swoim dzieciom.




аналоги виагры для мужчин

купить силденафил в интернет аптеке

Buy Sustamed
Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x