Czy żonie wypada dawać klapsy?

Na studiach dorabiałam sobie pracując za barem. Żadne tam wyrafinowane miejsce. Pub bez warszawskiej lanserki, z fajną muzyką i dobrymi drinkami. Ileż ja się wtedy nasłuchałam historii barowych. Ileż ludzkich dramatów i historii miłosnych przepiło i przetoczyło się przez te wszystkie kufle, lufy i hokery. Kiedyś jeden z klientów o staropolskim pięknym imieniu, cały wieczór zbierał się, by w końcu po 7 głębszych wyznać mi, że (uwaga, będzie ostro): „Sra na widok mojej twarzy”. Dziś myślę sobie, że było to najbardziej osobliwe wyznanie uczuć, jakie kiedykolwiek słyszałam. Nadmienię tylko, że pan ze staroświeckim imieniem lubował się w muzyce heavy metalowej, co trochę tłumaczyło jego ostre słowa.

Słyszałam też wiele przechwałek na temat życia seksualnego. Kiedyś przyszedł pan z żoną. Dosiedli się do grupki mężczyzn po czym owa żona po uprzedniej prośbie męża zaczęła robić striptiz. Była też para, która przyszła w niedzielę tuż przed zamknięciem. Usiedli w sali na dole, z dala od naszych barmańskich oczu. Długo nie przychodzili zamawiać alkoholu poza tym mieliśmy podejrzenia, że mogą być niepełnoletni. Kolega poszedł sprawdzić. Jakież było zdziwienie kolegi barmana kiedy zastał parę w jednoznacznej sytuacji: panieneczka leżała na stole z podwiniętą kiecą, a pan w rytm dynamicznej muzyki zapewniał jej chwile przyjemności. Osłupiały kolega zapytał tylko: „Zamawiacie coś?” Nie zamówili. Dokończyli i wyszli.
Po takiej szkole życia mając wtedy nieco ponad 20 lat byłam przekonana, że my Polacy w seksie jesteśmy niezrównani. Widziałam nas w czołówce Europy. Z nagłówków kobiecych pism krzyczą przecież wyemancypowane dziennikarki radząc, jak doprowadzić siebie lub jego do wielokrotnego orgazmu w jedną noc. W swoich tekstach deklarują, że tylko seks uprawiany co drugi dzień jest w stanie zatrzymać nas przy sobie. A jeszcze lepiej działa ten uprawiany codziennie. Piszą o tym, że seksu w trójkącie powinna spróbować każda z nas przynajmniej raz w życiu (serio ostatnio przeczytałam coś takiego w prasie kobiecej), i że wizyta w sexshopie to obowiązek każdej kochającej swojego partnera kobiety. Żyjąc stolicy tętniącego życiem i w ostatnich latach prężnie rozmnażającego się państwa (dziękujemy Ci 500+) myślałam, że z naszą seksualnością jest naprawdę dobrze. Że jesteśmy tacy świadomi, odważni i bezpruderyjni. Ostatnio gdzieś obiło mi się o oczy odważne wyznanie blogerki, która deklarowała swoją miłość do podwieszania się na łańcuchach za różne części ciała. A później zaczęłam czytać komentarze w Internecie. I wszystko mi opadło…
Na jednym z for dziewczyna zapytała o to, jak odmówić mężowi seksu oralnego. W komentarzach wywiązała się cała dyskusja na temat tego jak bardzo jest to obleśne, jak chorzy są mężowie, którzy proszą swoje żony o coś takiego. Pojawiło się też parę komentarzy na temat tego jak seks oralny jest niehigieniczny i niezdrowy. Bo nie wiem czy państwo wiecie, ale uprawiając seks oralny można nabawić się wielu chorób które zostają z nami do końca życia. Jakich? O tym autorka komentarza już nie napisała. Po przeczytaniu wszystkich komentarzy nie miałam już odwagi na tymże forum wpisać frazy: seks analny. To było ponad moje siły.
I tu wcale nie chodzi o to czy ktoś to robi czy nie, a o to jakie bzdury i herezje na ten temat można w dalszym ciągu przeczytać w Internecie. Z jednej strony z wypiekami na twarzy czytamy Harlequiny o miłości w trójkącie z drugiej zaś aż 70% z nas hołduje w łóżku pozycji klasycznej, najczęściej przy zgaszonym świetle. Do seksu oralnego uprawianego regularnie przyznaje się 30% podczas gdy do seksu analnego 7%. A pamiętajmy, że w badaniach dotyczących naszego życia seksualnego lubimy wyolbrzymiać. 😉

O ile w seks młodych i bezdzietnych ma swoje przywileje i wiele nam wtedy wolno, a jeszcze więcej wypada, tak seks rodziców, to kwestia bardzo delikatna. Wręcz powiedziałabym nietykalna. Wtedy zazwyczaj kończą się rozmowy o seksie w towarzystwie. Wracają na salony w wątpliwej chwale, w podstarzałym wieku, w postaci zboczonych dowcipów (słynny już dowcip o laleczce w czapeczce, którego nigdy wam nie opowiem) w wykonaniu łysiejącego wujka Staszka z wielkim brzuchem.
Część tych uprzedzeń wynika z tego, w jakiej kulturze wyrastamy. Na pewno uprzedzenia religijne mają tu swój duży udział. Nigdy nie zapomnę katechetki w naszej szkole, która mówiła, że od samogwałtu zaczynają rosnąć włosy na rękach, i że męża lepiej zdradzać w wieloma różnymi facetami niż z jednym, bo z wieloma to popełnianie każdorazowo lekkiego grzechu, a wielokrotny seks z jednym partnerem to brnięcie w grzech ciężki i tu już zwykła spowiedź nie wystarczy.
Nie lubimy urozmaiceń, bo boimy się braku zrozumienia dla naszych fantazji po drugiej stronie. Mąż boi się zapytać czy możemy zmienić pozycję, bo jest szansa, że żona tak się wścieknie, że seksu nie będzie w ogóle. Nie powie, że chciałby, żeby ona przebrała się za pielęgniarkę, bo jeszcze nie daj bóg opowie o tym koleżankom i znajomi pomyślą, że z niego dewiant i zboczuch.
My, kobiety, też boimy się mówić o swoich potrzebach. U nas, częściej niż u mężczyzn dochodzi do głosu jeszcze lęk przed odrzuceniem czy porzuceniem. Kiedyś jedna koleżanka zapytała mnie, jak u mnie z seksem tuż po połogu. Bo ona jest cała zmęczona, niewyspana i obolała. A mąż, choć nic nie mówi, to pewnie potrzeby swoje ma. I jak ona biedna ma się przemóc. Wszak mąż to tylko facet i jak w domu dostanie, to polezie szukać na mieście. Obstawiam, że tu wystarczyłaby szczera rozmowa o potrzebach seksualnych i ich czasowym braku. Obstawiam też, że taka rozmowa nigdy się między nimi nie odbyła.
Dobrze, jeśli między partnerami w związku panuje szczerość. Gorzej, jeśli jedno próbuje dogodzić drugiemu na siłę i wbrew sobie.

Czy zatem wypada matce swoich dzieci dawać klapsy? Trudno powiedzieć. Na to nie ma jednoznacznej recepty. Będą panie, którym doświadczenie porodu otworzy dodatkową klepkę i doda odwagi w życiu seksualnym. Będą panowie, którzy nigdy już nie zdecydują się na żadne świństewka w łóżku przez wzgląd na szacunek do kobiety, która powiła im dzieci.
Niezależnie od tego jaki scenariusz przytrafia się wam pamiętajcie:
– nie warto czytać gazet i sugerować się statystykami z Cosmo(su). Seks 2 razy w tygodniu prze dwójce małych dzieci może okazać się utopią. I piszę wam to szczerze, jako matka dwóch chłopców, którzy od 10 miesięcy śpią z nami w jednym łóżku. Seks raz na 10 dni też jest super.
– nie hodujcie w sobie kompleksów i ograniczeń. Szukacie nowych rozwiązań i bądźcie ciekawe.
– rozmawiajcie szczerze z partnerami o tym, co lubicie, a czego nie. Po pierwszym porodzie sama nie mogłam doczekać się seksu. Te 6 tygodni dłużyło mi się w nieskończoność. Przy Zygmuncie byłam tak styrana, że na seks zdecydowaliśmy się dopiero 8 tygodni po porodzie. Za każdym razem szczerze ze sobą o tym rozmawialiśmy. Nie traktuję Ivanka jak bezwolnego królika, który raz na jakiś czas musi pobzykać, bo taka jego natura. Owszem, ma swoje potrzeby, jak każdy człowiek. Ale to nas różni od zwierząt, że potrafimy panować nad naszymi popędami i w całej piramidzie potrzeb umiemy nadawać im właściwą kolejność. Mężczyźni też to potrafią. 😉
– jeśli seks nie sprawia ci przyjemności zastanów się, dlaczego tak się dzieje. Dziś zwyczajnie nie masz na niego ochoty, a za dwa lata, zmuszając się ciągle do zbliżeń, przestaniesz mieć ochotę na obecność twojego partnera. Może powodem niechęci jest lek przed ciążą, a może za bardzo ci na niej zależy. Może czujesz się winna uprawiając seks, a może zwyczajnie nie znalazłaś jeszcze sposobu w jaki osiągnęłabyś spełnienie.

Nie ilość, a jakość . W seksie ta zasada naprawdę się sprawdza. Nie ma co sugerować się statystykami sąsiada albo aktorki z modnej gazety, bo seks to nie wszystko. W dobrze zgranym i kochającym się związku są jeszcze inne formy bliskości, które potrafią zbudować między nami nierozerwalną więź. Wtedy i o szczerość nietrudno, i jakoś tak lepiej się wszystkim żyje…

życie seksualne




 

www.progressive.ua

у нас

источник
Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x