Jak dobrze, że byłaś…

Często boję się, że mogłoby go zabraknąć. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Na co dzień ścieramy się ze sobą. Przebywając 24 godziny na dobę razem trudno o romantyzm i motyle w brzuchu, a mimo to nie ma dnia żebym nie myślała, że jest najlepszym co mnie w życiu spotkało i nie wyobrażam sobie życia bez niego.

Pamiętam, jak mniej więcej w trzeciej klasie podstawówki zaczęłam rozumieć czym jest śmierć i odchodzenie. Panicznie bałam się wtedy, że moi rodzice umrą, a ja zostanę sama na świecie. Nie żebym jakoś obsesyjnie myślała na ten temat, ale były takie chwile, że łzy podszyte strachem same cisnęły się do oczu.

Pamiętam też, jak bardzo przeżyłam pierwszą świadomą śmierć kogoś mi bliskiego. To była moja babcia ze strony taty, a ja, jako dziewięciolatka, stałam przy jej trumnie i nie potrafiłam zrozumieć dlaczego babcia nas opuściła i dlaczego w sercach wszystkich bliskich jej osób zostawia ogromną pustkę.

Im byłam starsza, tym łatwiej było mi zapanować nad emocjami i smutkiem. Śmierć drugiej babci zniosłam godnie, choć do dziś brakuje mi jej w życiu, bo to była ta bliższa memu sercu babcia. Babcia, która brała czynny udział w moim wychowaniu. Prawda jest jednak taka, że przez całe moje 32-letnie życie, nie doświadczyłam śmierci kogoś mi bardzo bliskiego, z kim żyłabym na co dzień i kto zostawiłby w moim sercu „niewypełnialną” pustkę. Zarówno śmierć jednej jak i drugiej babci była koleją rzeczy…

Wiele razy rozmawiałam z Ivankiem na temat śmierci jego mamy. Starałam się zrozumieć, poznać i nauczyć emocji, które mu w tamtych pierwszych chwilach po stracie towarzyszyły, po to, by być gotową w razie czego. Ale prawda jest taka, że każdy człowiek jest inny i każdy przeżywa takie sytuacje po swojemu. Każdy potrzebuje innego czasu, żeby oswoić się z pustką. Każdy musi to przepracować po swojemu. Dlaczego o tym piszę?

Ivanek składając mi życzenia urodziwe powiedział mi jedną bardzo ważną rzecz. Poprosił mnie, bym zawsze starała się patrzeć na takie sytuacje z możliwie jak najbardziej pozytywnej strony. Teraz wszyscy nasi bliscy są zdrowi i nikomu nic złego nie grozi, ale pewnych rzeczy czasami nie da się przewidzieć. Powiedział mi, bym w takich chwilach cieszyła się z tego, że miałam szansę poznać bliskich mi ludzi. Że oni przez krótszy lub dłuższy czas byli bardzo ważną częścią mojego życia. Żebym zawsze starała się cieszyć z tego, że mogłam ich poznać, i że oni mogli wpłynąć na moje życie, wzbogacić je lub coś w nim zmienić. W momencie, kiedy traci się kogoś bliskiego, ciężko jest spojrzeć na taką stratę z tej perspektywy, ale prędzej czy później ten punkt widzenia może pomóc nam uspokoić emocje.
Piszę o tym, bo za parę dni będą Święta. To czas, w którym spotkamy się w rodzinnym gronie. W gronie, w którym często brakuje kogoś bliskiego. Wtedy takie straty odczuwa się najbardziej. Ivanek zawsze w okolicy Bożego Narodzenia częściej wspomina swoją mamę. Zawsze wtedy mówi, że jest mu żal, że ona nie widzi tego, jak ułożyło się jego życie. W momencie kiedy odchodziła, jego życie w żadnym stopniu nie przypominało tego, co dzieje się teraz, a ona zwyczajnie martwiła się, jak to matka, co z nim dalej będzie. Ja na pewno wspomnę moje babcie. Po raz pierwszy, za namową Ivanka, postaram się pomyśleć o nich jak o kimś, kto ubogacił moje życie swoją obecnością. Może ciut za krótką w przypadku pierwszej babci. Ale mam to szczęście, że mogłam ją poznać. To jest coś, czego nikt mi już nigdy nie zabierze.

wspomnienie bliskich




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x