Zamykamy bloga!

Na zdjęciach sielanka. Wesoły, pulchniutki chłopiec, jego mama i tata. Zawsze pełni energii do działania. Otworzyli bloga dla zabawy, bo nie do końca wiedzieli z czym to się wiąże. Z drugiej strony nie wygląda to tak różowo. Jeśli więc kiedykolwiek przeszło ci przez myśl, że czegoś im zazdrościsz to koniecznie przeczytaj ten wpis.

Na filmach, zdjęciach i w tekście wygląda to łagodniej. Czasami to, co na co dzień jest kulą u nogi, obrócone w słowa bawi czytelnika. Ale prawda jest taka, że każdy dzień to walka. O kolejny post na blogu, o kolejną pobudkę o szóstej rano. O kolejne przyzwoite zdjęcie na Instagramie…

Nie zliczę momentów, w których w totalnej złości i bezsilności wykrzyczałam Ivankowi w twarz: „dobra! Zamykamy bloga. Ja mam dość!”

Sytuacja jakich wiele w naszym życiu: wypruwam sobie żyły, żeby napisać o spokojnym śnie dziecka, brakuje tylko ładnego zdjęcia. I jak na złość Miecio ma zły wieczór i o pstryknięciu choćby jednej foty nie ma mowy. Znajdujemy jakieś stare zdjęcie na dysku. Uff… Ivan zabiera się za sprawdzanie artykułu. W pierwszym zdaniu znajduje trzy błędy. Znów bura. Że mogłam sprawdzić, że on nie od tego przecież jest. Nie wiem jak mam mu przetłumaczyć, że dysleksja działa właśnie tak, że przestawia literki przed moimi oczami i ja nie widzę tych błędów, które on wychwytuje w pierwszej sekundzie. Robi się gorąco i jest o krok od rozwodu. Bo wspólna praca zawsze generuje konflikty. A my z Ivankiem coś już o tym wiemy. Kiedy więc po długich bojach dziś przed południem wrzuciłam artykuł z przyzwoitymi zdjęciami oraz tekstem prosto z serca i po dwóch godzinach zobaczyłam 15 lajków i 62 odsłony, miałam ochotę wyskoczyć przez okno. Wtedy właśnie dopada mnie największy brak motywacji. I tu nie chodzi o potrzebę fejmu czy poklasku, ale o zwyczajną zapłatę za pracę. Nie potrzebuję niczego więcej. Blog jest jek czasopismo. Ja piszę, a czytelnicy płacą: lajkami, komentarzami i wejściami na bloga. W takich momentach mam ochotę wyjść na balkon i krzyczeć z bezsilności. Przecież ten artykuł pisałam do pierwszej w nocy. Po tym jak usypiałam Miecia całe 45 minut. Jeśli dalej zazdrościsz mi blogerskiego życia dobrze się zastanów.

Bo z jednej strony to praca marzeń: sama decyduję o tym, co napiszę i jak pokażę to na blogu. A jak jeszcze dostanę wiadomość na privie, że to, co robię jest fajne, że takie prawdziwe, to serce rośnie. Naprawdę! Ale nie myślcie, że dla nas to takie mało angażujące hobby. Taka praca po godzinach. Oj, niestety nie…

Obydwoje z Ivankiem poza blogiem mamy normalną pracę. Ja na pełen etat, Ivanek prowadzi własną firmę. A odkąd jest blog, to w sumie ciągniemy na dwa etaty. Czyli w sumie na cztery. 🙂 Nie pamiętam już wolnego weekendu. Nawet w Paryżu non stop byliśmy w pracy. Lubimy to, choć nie jest tak różowo jak by się mogło wydawać.

Każdy dzień to walka: o motywację o systematyczność, o jakość. Bo nie lubimy wrzucać byle czego. Jeszcze zazdrościsz? Wyobraź sobie, że każde zdjęcie czy film, to nawet godzina samego rozstawiania sprzętu. Statywy, blendy i światła same się nie rozłożą. Póżniej trzeba to jeszcze wszystko schować. Tak żeby dało się przejść. Bo nasze mieszkanie to nie penthouse. Dwa pokoje to żadne apartamenty. Kiedy więc o 2 w nocy kładę się spać z satysfakcją, że właśnie napisałam kolejny artykuł z 30 błędami, a ze zmęczenia potrącam nogą butelkę z wodą, która uderza o łóżeczko Miecia, robi rumor i budzi go, to przysięgam sobie, że jutro z tym skończę. Biorąc Miecia na ręce uspokajam go i mówię: „Ciiii… Jutro zamykamy bloga. Zrobimy to, bo mamusia nie ma już siły…”

A rano wstaję, Ivanek rozwija tło, rozstawia światło, a ja nakładając makijaż na twarz zastanawiam się jakim tekstem rozbawić moich czytelników. Zamiast więc zazdrościć, postaraj się docenić nasze wysiłki. My tu naprawdę w pocie czoła walczymy, by blog nas nie pokonał. Kochamy naszą pracę i łatwo się nie damy. 😉

Ostatnio zrozumiałam, że dopóki będę prowadzić bloga nie zaznam spokoju. To zawsze będzie walka. Z Ivankiem o poprawne teksty i pomysły, z Mieciem o uśmiech na zdjęciach i z samą sobą o wenę do nowych tekstów. Zawsze też będzie ryzyko prowadzenia czegoś na własną rękę. Notoryczny brak stabilności. Ale jestem w stanie podjąć to ryzyko. Wezmę to na barki jeśli WY tu będziecie. A będziecie, prawda?

P.S. Pisząc ten tekst dostałam wiadomość do Pauliny:

„Pani Marto, napiszę krotko: fajny blog weszłam na niego przypadkiem,  (gdyż nie lubię tego typu rozrywki) a teraz zaglądam regularnie. Miłego dnia”

Przyszedł też kubek od Pauliny A. Kubek z napisem: Jestem Super. Co zrobić”.

Właśnie dostałam najcudowniejszą zapłatę za moją pracę. Dziękuję!

brak motywacji




https://www.farm-pump-ua.com/

www.steroid-pharm.com

dopingman.com.ua/inekczionnyie-steroidyi/tren-mix/tri-trenabol.html
Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x