I właśnie dlatego (nie) zrobię sobie piersi

Dziś jest inaczej…

Zgłębiłam wiedzę na temat implantów. Dowiedziałam się jakie ryzyko stoi za tymże zabiegiem. Z dziewczynami, które są już po, rozmawiałam o bólu, który jest nieodłączną częścią tego dość skomplikowanego zabiegu. Wiem, jakie jest ryzyko powikłań. Zdaję sobie sprawę, ile to kosztuje, i że co 10 lat trzeba wymieniać implanty. Nie to jednak zaważyło na mojej decyzji.
Powód jest bardziej prozaiczny. Źle znoszę sztuczne elementy przytwierdzone do mojego ciała. Nawet nie wiecie jaką ulgę odczułam, kiedy zdjęłam doczepiane włosy. Czułam się w nich bardzo atrakcyjnie, ale jednak ciągle wiedziałam, że nie są moje. Były ciężkie i ciągle zastanawiałam się, czy nie widać doczepek. Męczyło mnie długie suszenie i układanie. Dziś mam wyłącznie swoje włosy. Nauczyłam się akceptacji własnego ciała. Żałuję, że nie robią takiego wrażenia jak te doczepiane, ale kocham je, bo są moje. Kiedyś w ramach testu doczepiłam sobie rzęsy. To było dawno, ale do dziś pamiętam, jak bardzo się z nimi męczyłam. Wytrzymałam jeden dzień. Zdjęłam, bo myślałam, że zwariuję. Dla mnie to była firana na oczach. Może jeszcze kiedyś zrobię drugie podejście, na razie jednak nie ciągnie mnie do tego. To samo było z paznokciami. Raz jeden zrobiłam sobie akrylowe tipsy, po czym próbowałam zapiąć guziki w koszuli. Finalnie do pracy poszłam w koszulce, a za dwa dni pojechałam do salonu zdjąć szpony. Wiem, że są kobiety, którym każdy z tych elementów nie wadzi. Ja do nich nie należę. Obawiam się, że gdybym kiedyś zrobiła sobie piersi, po kilku dniach marzyłabym, by je sobie wydłubać.

Moja konkluzja jest taka, że zabiegi plastyczne są dla kobiet, które znają siebie i swoje ciało. Wiedzą czego mogą się po sobie spodziewać. Motywację do zmiany znajdują w sobie, a nie w otoczeniu. To trudne. Dlatego każdy dobry chirurg plastyczny przed zabiegiem wysyła pacjenta na krótką pogadankę z psychologiem. Dlaczego operacja nosa pomogła mojej koleżance? Bo wiedziała, co jej nie pasuje. Bo nastawiła się bardzo zadaniowo i choć jej problem siedział bardziej w jej głowie niż nosie, to całą tą przemianę potrafiła przekuć na swój sukces. Usunęła ze swojej drogi największą przeszkodę. Zrobiła to dosłownie. A teraz jest szczęśliwa. Naprawdę szczęśliwa.

Czy kiedyś zrobię sobie te cycki? Nie wiem. Na pewno nie implanty, bo w moim przypadku to zbyt duże ryzyko, że ciągle przeszkadzałoby mi coś, co jest sztuczne. Dziś już to wiem, bo jestem bardzo świadoma siebie i swojego ciała, więc powiększanie piersi nie jest dla mnie. Bogu dziękować za to, że nie było mnie stać na taki zabieg wtedy, gdy myślałam, że jak poprawię sobie piersi, to świat stanie przede mną otworem. Dziś nie łudzę się, że tak będzie, bo wiem już na, czym polega życie i co czyni albo może uczynić mnie szczęśliwą. Moje piersi nie są idealne, ale lubię je takimi, jakimi są. I żadna zewnętrzna opinia (nawet Ivanka ;)) tego nie zmieni. Lubię je nie dlatego, że wykarmiły i nadal karmią moje dzieci. Ale dlatego, że obiektywnie mi się podobają. Mogłyby być większe i równiejsze. Nie wiem, może mi się już opatrzyły, a może nie jestem już tak krytyczna wobec siebie. Ale serio: one są „wporzo”.

Zanim więc podciągniesz czy wypełnisz sobie to i owo zastanów się, czy aby na pewno w tym leży twój problem. Bardzo często odkładamy swoje szczęście na potem, warunkując to różnymi rzeczami. Jak schudnę, to zmienię pracę, jak zoperuję sobie uszy, to znajdę męża, jak usunę rozstępy, to wyjadę na wakacje. Odkładamy szczęście na później i warunkujemy je pięknym nosem czy piersiami, a później okazuje się, że mimo piękna zewnętrznego, w środku ciągle coś jest nie tak.

Nauczcie się, jak pokochać swoje piersi i całe ciało, zaakceptujcie swoje słabości, a gwarantuję Wam, że poczujecie szczęście.

operacja plastyczna czy warto




https://steroid.in.ua

www.danabol-in.com/shop/town-har-kov/inekcii/testosteron/

www.danabol-in.com/shop/town-kiev/inekcii/sustanon/
Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x