Jak dziś skomponowałabym wyprawkę dla dziecka

Lista #2: rzeczy potrzebne, ale nie zawsze i nie każdemu
Laktator wymienię na pierwszym miejscu, bo jeśli będziesz go potrzebować, to pewnie najbardziej na początku. Ja tak miałam w przypadku Miecia. Laktator przydał mi się tylko wtedy, gdy potrzebowałam pobudzić laktację. Później użyłam go może ze 3-4 razy przez 16 miesięcy karmienia. Ale przy Zyziu przydał mi się baaardzo. Szczególnie jak maluch leżał w szpitalu oraz później, kiedy wyjechałam do Nowego Jorku. Odwieczny problem czy kupować laktator jeszcze przed urodzeniem dziecka? Ja uważam, że warto go mieć, ale jeśli budżet na to nie pozwala, to zawsze można go kupić już wtedy, kiedy pojawi się realna potrzeba. Pamiętajcie, że są też filmy, które wypożyczają laktatory. Część szpitali również dysponuje takim sprzętem dla swoich pacjentek.
Łóżeczko. U nas potrzebne było na samym początku, a później dopiero po tym, jak Zyzio skończył rok. Na początku głównie dlatego, że Zyzio spał na monitorze oddechu, a taki monitor miarodajnie działa w łóżeczku. Później przez wiele miesięcy Zyzio spał razem z nami, bo karmiłam go piersią i tak było nam wygodniej. A teraz śpi w łóżeczku turystycznym, które z punktu widzenia rodziny z małym mieszkaniem, jest wynalazkiem idealnym. Łatwo się składa, można je ze sobą zabrać dosłownie wszędzie. Łóżeczko turystyczne to też jest jedna z rzeczy na tej liście. Da się bez niego przeżyć, ale z nim jest po prostu lepiej i wygodniej.
Monitor oddechu. Po urodzeniu Miecia wątpiłam w jego przydatność. Zawsze myślałam, że to sprzęt bazujący na lęku rodziców o życie dziecka. Ale przy Zygmuncie wręcz musieliśmy go kupić. Tak zalecono nam w szpitalu. I powiem Wam, że ten sprzęt to złoto. Daje ogromne poczucie bezpieczeństwa, szczególnie przy wcześniaku. Ale co ważne: koniecznie kupujcie monitor, który jest sprzętem medycznym i posiada odpowiedni certyfikat. Tylko taki da Wam pewność. Czy jest potrzebny? Ten sprzęt jest jak ubezpieczenie i zabezpieczenie w jednym. Z reguły nie przyda się wcale, ale gdy raz jeden jedyny zadziała najpewniej uratuje życie lub zdrowie Waszego dziecka.
Przewijak. Mieliśmy i przy Mieciu i przy Zyziu. Ale dwa zupełnie różne. Z tego Zyziowego korzystaliśmy do dziś. To bardzo przydatny mebel. Ale kiedy jedziemy do Babci na Mazury to przewijam Zyzia na podłodze lub sofie i też jest okej. Zatem bez przewijaka też da się przejść przez macierzyństwo, tyle że przewijak jest wygodny z punktu widzenia naszych zmęczonych pleców. Poza tym na przewijaku zawsze mam wszystko pod ręką: chusteczki, krem, pieluszki. Czyli wygoda, wygoda i jeszcze raz wygoda.
Nebulizator. Dowiedziałam się o nim kiedy Miecio miał 5 miesięcy. Pierwszy pożyczyła mi koleżanka, bo potrzebowałam na „już”. Kolejny kupiliśmy w aptece. Dziś wiele infekcji dróg oddechowych u dzieci leczy się korzystając z leków podawanych w postaci aerozolu, który powstaje w nebulizatorze. Można za jego pomocą podawać zarówno sól fizjologiczną, jak i sterydy wziewne. My jesteśmy w tej kwestii przeczołgani, ponieważ nasze chłopaki mają astmę wczesnodziecięcą. Ponadto sami zaczęliśmy korzystać z tego urządzenia i powiem Wam: działa. Kiedyś jedna lekarka powiedziała nam, że obrazowo pół roku codziennych nebulizacji to jak jedna dawka sterydu podana w zastrzyku. To rządzenie podaje sterydy miejscowo, dokładnie tam, gdzie mają działać, oszczędzając resztę organizmu. Dlatego u dzieci kluczowa jest forma podania. U nas nebulizator bardzo się przydał, ale my mamy chorowite dzieci. A może raczej powinnam napisać: mieliśmy, bo ostatnio jest już zdecydowanie lepiej.
Aspirator do nosa. Ogromnym zaskoczeniem było dla mnie to, że dzieci nie potrafią wydmuchać nosa. Nigdy się nad tym wcześniej nie zastanawiałam. Nasze mamy miały gumowe gruszki (brrr), a my mamy aspiratory. Na rynku są dwa: taki którym rodzice siłą swoich płuc wysysają zawartość nosa, albo taki który podłączany jest do odkurzacza. Testowaliśmy obydwa i ten drugi jest wygodniejszy, ale obydwa dają radę.
Bujaczek. Nasze mamy go nie miały, ale w moim przypadku ten sprzęt uratował resztki mojego zdrowia psychicznego. Pamiętam jak urodziłam Miecia. Wpadła do nas w odwiedziny koleżanka. Miecio miał wtedy jakieś 7 tygodni, a ja byłam u kresu wytrzymałości, bo on non stop chciał być noszony na rękach. Koleżanka, wtedy mama kilkuletniej dziewczynki poleciła mi pewien bujak, który buja „góra-dół”. Jest to o tyle ważne, że dzieci ten ruch pamiętają jeszcze z brzucha mamy. No bo jak chodzimy to kiwamy się góra dół, a nie na boki. Zamówiłam czym prędzej ten bujak i odzyskałam trochę czasu dla siebie. Zyzio za to nie przepadał za bujakiem góra dół wolał taki na boki. Więc co dziecko, to inne potrzeby i preferencje. Bez bujaka się da, ale z bujakiem można mieć nawet umytą głowę i pomalowane rzęsy.
Nawilżacz powietrza. Szczególnie jeśli mieszkasz w bloku. W miesiące zimowe, kiedy włączone jest centralne ogrzewanie nawilżacz bardzo się przydaje. Dzieciaki śpią spokojniej. Można bez tego przeżyć, wieszając na przykład mokre ręczniki na kaloryferach.
Coś co szumi. I Miecio i Zyzio chętnie zasypiali przy szumie. To może być szumiąca maskotka, może być aplikacja w telefonie albo po prostu suszarka. Szum działa na dzieciaki wyciszająco. Potwierdzone info.
Kosz na zużyte pieluchy. Serio – to jest wspaniały wynalazek! Nie trzeba latać do pojemnika na śmieci z każdą pieluchą z grubszą sprawą. Do dziś korzystamy z tego kosza. To naprawdę działa. Kosz ma specjalny system, który zawija pieluszki w folię, jakby w oddzielne serdelki i blokuje tym samym wydzielanie jakiegokolwiek zapachu. Bez kosza też się da, ale wtedy zedrzesz niejedne buty biegając co chwilę do śmietnika.

Zyziaczek rok temu…

jak często kąpać dziecko

Zyziaczek dziś…

wyprawka dla niemowlaka

https://buysteroids.in.ua

женский возбудитель в украине

вимакс отзывы
Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x