Kiedy nie wierzę lekarzom

Nigdy nie zapomnę tej przerażających słów, które powiedziała pani doktor na pierwszej wizycie szczepiennej Miecia. Do dziś jej słowa dźwięczą mi w uszach. „To może być autyzm” – rzuciła niewzruszona w odpowiedzi na moje obawy, że Miecio się nie uśmiecha i nie łapie z nami kontaktu wzrokowego. Dacie wiarę! Lekarka z wieloletnim stażem rzuciła ot tak, że nasz, wówczas 6 tygodniowy pierworodny syn, może mieć autyzm. Pewnie domyślacie się, co stało się po powrocie do domu. Łzy jak grochy kapały mi na klawiaturę, kiedy starałam się znaleźć jakiekolwiek informacje o tym, kiedy i na jakiej podstawie diagnozuje się autyzm…

Mimo to ufam
Nasza historia skończyła się szczęśliwie, bo Miecio mniej więcej tydzień później zaczął się uśmiechać od ucha do ucha. Nie spuszczał wzroku z mamy i taty, słowem stał się bardziej „kontaktowy”. Dziś wiem, że każde dziecko rozwija się we własnym tempie, a Miecio jest na to idealnym dowodem, co niejednokrotnie przyprawiało mnie o szybsze bicie serca, ale o tym za chwile. Wiecie, co jest niezwykłe w całej tej historii? To, że do dziś owa leciwa pani doktor jest pediatrą prowadzącym Miecia i Zyzia. Mało tego: jesteśmy bardzo zadowoleni z poziomu relacji jaki sobie z nią wypracowaliśmy. Ufamy jej i nie podważamy jej diagnoz. Co nie oznacza, że jeśli jakaś jej teza nie do końca nas przekonuje, to nie szukamy jej potwierdzenia w innych, sprawdzonych źródłach. Dlaczego niezmiennie odwiedzamy tę samą panią doktor? Bo ona zna całą naszą historię i jej diagnozy powstają w oparciu to, co o nas wie, a nie tylko o to, co widzi tu i teraz. A znajomość szerszego kontekstu jest nieporównywalna z diagnozą nawet najwybitniejszego lekarza, który ma szczątkowe informacje. Dlatego dobry lekarz nigdy nie postawi diagnozy przez Internet czy telefon.

Nie chodzi i nie mówi. Coś z nim nie tak…
Później Miecio kazał nam czekać na pierwsze kroki. Pamiętam, jak kiedyś podczas jednej z rodzinnych imprez, podeszła do nas daleko z nami spokrewniona pani doktor. „Ile ten młodzieniec ma?” – zapytała. Zgodnie z prawdą odpowiedzieliśmy, że nieco ponad 15 miesięcy. „I nie chodzi?” – dopytała z troską. Odpowiedzieliśmy, znów zgodnie z prawdą, że nie. Pokiwała głową nie kryjąc zmartwienia. „Według książek, dzięki którym skończyłam studia medyczne powinien zacząć chodzić najpóźniej do 15 miesiąca. Zastanawiam się czy teraz to już nie jest za późno nawet na rehabilitację.” – rzuciła ot tak. Znów powrót do domu, znów łzy i szukanie w necie. Po weekendzie wizyta u wcześniej wspomnianej prowadzącej nasze dzieci pani doktor. „Niech się mama uspokoi” – powiedziała lekko się uśmiechając. „Po pierwsze nie do 15 miesiąca, a do 18 według podręczników. A po drugie, czy mama pamięta, że Miecio miał dysplazję stawu biodrowego i że 11 tygodni „leżakował” w ortezie?” – zapytała. „To wszystko ma wpływ na tempo rozwoju dziecka. Poza tym synek ładnie staje przy przedmiotach, porusza się przy nich na bloki. Nim się mama obejrzy syn postawi pierwsze samodzielne kroki.” Dwa tygodnie później, pierwszego września Miecio przeszedł sam kilka pierwszych metrów. A później jak poszedł to… do dziś nie wrócił… 😉

Później była kwestia z mówieniem. Pamiętam, jak stresowałam się przed bilansem dwulatka. W Internecie przeczytałam, że podczas bilansu lekarz będzie sprawdzał mowę dziecka. A Miecio wtedy prawie nic nie mówił. Ledwo pojedyncze słowa. Szłam na tę wizytę z duszą na ramieniu. Po wejściu do gabinetu nasza pani doktor, pomijając nas, od razu z grubej rury zagadała do Miecia: „Witaj chłopcze! Dasz mi cześć?” „Ceść”- odpowiedział rezolutnie Miecio i przybił piątkę z panią doktor. „A z kim tu do mnie przyszedłeś?” – zapytała. „Mamom i tatom” – odpowiedział Miecio kierując swoje kroki w stronę zabawek. „Lubisz samochody?” – zapytała ponownie pani doktor. „Taaaaak!” – dopowiedział głośno Miecio, uśmiechając się szczerze. Po tej krótkiej wymianie zdań pani doktor zapisała w książeczce: „Dziecko komunikuje się bez problemu, rozumie co się do niego mówi, odpowiada na zadane mu pytania.” I już? – pomyślałam. A gdzie pytanie o ulubione zwierzątko albo prośba o recytację wierszyka? Okazuje się, że moje wyobrażenia były niewspółmierne do oczekiwań pani doktor wobec dwulatka.




http://pharmacy24.com.ua

www.cialis-viagra.com.ua

препарат дапоксетин способ применения
Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x