Komis z życia

To dla jego dobra. Żeby poradziło sobie w wyścigu szczurów.
Ten argument najczęściej pada z ust rodziców sfokusowanych na sukces własnych dzieci. „W życiu trzeba być rekinem, żeby nie zjadły cię inne rekiny” – jak mawiał klasyk. Gdzie jest granica motywowania dziecka, a gdzie zaczyna się przesada krzywdząca je? U każdego będzie w innym miejscu. Dla tych rodziców, którzy siedzieli obok mnie, ta sytuacja musiała być zupełnie normalna, bo rozmawiali o niej bez skrępowania. To była ich codzienność. Ale takie słowa nigdy nie są obojętne dla kształtującego się, ciągle jeszcze młodego człowieka. Dla jego pewności siebie, ale też dla pokładów motywacji, których powinien szukać w sobie, a nie w rodzicach. Co jeśli kiedyś pójdzie do nowej pracy, nie będzie obok mamy, której będzie zależało bardziej? Czy poradzi sobie sam z rywalizacją o wyższe stanowisko? Czy odnajdzie się w nowej sytuacji bez mamy, która dla jego dobra napisałaby list polecający do szefa?

Czy Twoje dziecko jest dla Ciebie wystarczająco dobre?
Czy Twoje dziecko spełnia Twoje oczekiwania? To pytanie powinien zadać sobie każdy rodzic. Kluczowe jest tutaj słowa „Twoje oczekiwania ”. Czy jeśli byłbyś sam na świecie ze swoim dzieckiem, innych dzieci i ich rodziców by nie było, to czy jego wiedza matematyczna lub zdolności manualne byłby dla Ciebie wystarczające? Czy byłabyś ze swojego dziecka dumna? Rzadko kiedy zadajemy sobie takie pytania, albo nie zadajemy sobie ich w ogóle. Ja codziennie zachwycam się umiejętnościami Miecia. Tym, jak coraz wyraźniej mówi. Jak wiele emocji potrafi opisać, jak bardzo jest uczuciowy. I tylko trochę boję się momentu, w którym pójdzie do przedszkola. Boję się, że sama ulegnę pokusie wiecznej rywalizacji i porównywania się. Jeśli tak będzie, to błagam, niech ktoś sprowadzi mnie na ziemię.

Nie trać dziecka z pola widzenia
Ostatnio znajoma opowiadała mi, że jej syn dostał zadanie, by wykonać laurkę dla babci na Dzień Babci. Wieczorem wyciągnęła synowi bok rysunkowy i farby. Namalował wazon z kwiatami, obsypał resztką brokatu, który był tak naprawdę końcówką cieni do powiek koleżanki. Rano pojechali do szkoły z gotową pracą. Koleżanka przecierała oczy ze zdumienia, kiedy podczas prezentacji prac dojrzała laurki z elementami przyklejonej tkaniny, na której piękną czcionką wyszyto „Dla Babci”. Każda literka innym kolorem muliny. Zaznaczę tylko, że mówimy o dzieciach z 4 klasy podstawówki. Mi też mama sporo pomagała w pracach domowych, szczególnie tych manualnych. Do dziś nie mogę sobie uzmysłowić, jak nauczyciele mogli uwierzyć, że misternie wykonana makieta miasta z pudełek po kremach i zapałkach mogła być wykonana przez ośmioletnią dziewczynkę z zaklejonym jednym okiem. Czy to było dobre? I tak i nie, bo bardzo mile wspominam ten czas w domu z mamą, kiedy razem kleiłyśmy te pudełka. Ale też pamiętam, że wyrastałam w przekonaniu, że sama nie dałabym rady wykonać takiej makiety. A przecież inne dzieci dawały radę. Kluczowe w całej tej gonitwie, na którą jesteśmy poniekąd skazani jest to, by nie tracić dziecka z pola widzenia. By zastanowić się, czy pomagamy dziecku zrobić makietę, bo fajnie spędzamy razem czas, czy po to, by utrzeć nosa mamie Sebastiana, który na Święta zrobił ładniejszą choinkę z bibuły.

Motywacja ukryta w niuansach
Tu nie ma jednej słusznej recepty na to, jak wychować samodzielne, prawidłowo zmotywowane do działania dziecko. Z motywacją płynącą ze środka, a nie z zewnątrz. Na pewno my rodzice powinniśmy baczniej przyglądać się temu, co i w jaki sposób mówimy naszym dzieciom. Nigdy nie zapomnę jak Olga Kozierowska, autorka książki „Sukces pisany szminką” opowiadała o tym, jak uczyła motywować swoje dzieci. Jej syn kiedyś podszedł do niej z własnoręcznie wykonanym rysunkiem. „Ładny, mamo?” – zapytał. W pierwszej chwili naturalnym odruchem matki byłoby powiedzenie: „Piękny”. Ale Olga znalazła inną receptę na to pytanie, odpowiadając: „A jak Ty uważasz? Podoba Ci się Twój obrazek?” To tylko jeden z przykładów jak budować w dziecku poczucie odrębności. Jak wykształcać w nim samodzielną motywację do działania. Umiejętność oceny sytuacji. Czy ten sposób jest dobry? Mi się podoba. Czy jedyny słuszny? Na pewno nie. Ale jedno jest pewne: musimy przyglądać się słowom, które wypowiadamy do naszych dzieci. Żeby kiedyś to one nie wysłały nas na egzamin komisyjny z rodzicielstwa. Poprawek nie będzie, jak to na komisie.

wyręczanie dzieci




เทรดเงิน

виагра применение

http://cialis-viagra.com.ua
Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x