Na własnej skórze

Szantaż emocjonalny. Na tej metodzie wychowało się prawie całe nasze pokolenie. Pierwszy raz zaczęłam się nad tym zastanawiać czytając książkę Moniki Jaruzelskiej, która pisała o tym, że bardzo by chciała uniknąć szantażu emocjonalnego wychowując swojego syna. Ją rodzice szantażowali co i rusz. To było coś w stylu: „Nie spotykaj się z tym chłopakiem, bo nam serce pęknie”, „jeśli nie pójdziesz na te studia, to będzie nam bardzo przykro”. Bardzo się utożsamiam z tym co napisała Pani Monika, bo u mnie w domu było podobnie. Ale wiem, że moja sytuacja nie była odosobniona. U Ivanka było tak samo. A ostatnio zgadałam się też z jedną znajomą, która opowiedziała mi jak to u niej wyglądało. Jej mama na przykład stosowała wobec niej i rodzeństwa ciche dni, nie odzywając się po tym, jak coś nabroiły. Moja mama na przykład mówiła, że pójdzie w świat i zostaniemy z bratem sami. Po kilku jej tekstach wiedzieliśmy, że żartuje, nawet jeśli wychodziła za drzwi mieszkania. Nic sobie z tego nie robiliśmy. Kiedy więc pewnego razu skończyły mi się argumenty w dyskusji z Mieciem uciekłam w znaną mi z dzieciństwa metodę. Rzuciłam: „Dobra, nie mam już na ciebie siły! Idę w świat.” I swoje kroki skierowałam w stronę drzwi. Szybko tego pożałowałam, bo Miecio uderzył w taki lament i szloch, że zrobiło mi się niewyobrażalnie głupio. Nawet teraz jak o tym piszę mam ochotę zapaść się pod ziemię. Przyznaję: tak powiedziałam. Nie przemyślałam tego. Tyle razy sama to słyszałam, że nie przypuszczałam, że takie słowa mogą zranić. Sama musiałam doświadczyć jak szantaż emocjonalny może zrobić krzywdę.

Późne chodzenie spać. Do szału doprowadzały mnie te wszystkie wiadomości na Instagramie: „To wasze dzieci jeszcze nie śpią?” Nigdy się do tego nie przykładałam, a wynikało to przede wszystkim z naszego stylu życia. Otóż codziennie o 21 na blogu pojawia się nowy post. A wcześniej trzeba go wrzucić do systemu, wybrać zdjęcia, ustawić parametry, napisać wpis na Instagram. To wszystko trwa. Dlatego mieliśmy taką zasadę, że kładliśmy dzieci spać dopiero po publikacji. A że jeszcze jakaś szama, mycie zębów to chłopcy wcześniej niż o 22.30 nie lądowali w łóżku. Później wszyscy wysypialiśmy się rano i było git. Ale do czasu. Bo Miecio zrobił się marudny, a za jakiś czas dołączył do niego Zyzio. Pod koniec dnia robili się nieznośni. Sama widziałam po chłopakach, że nie wysypiają się efektywnie. Później odwiedziła nas Babcia Tereska i w trzy noce przestawiła chłopaków na zasypianie między 19stą a 20stą. Postanowiliśmy przy tym zostać. Oczywiście, co bardzo ważne, nie kładziemy ich spać na siłę. Ale prawda jest taka, że o 20.00-20.30 są już na tyle zmęczeni, że chętnie i bez protestów lądują w łóżkach i zasypiają w 15 minut, a czasami nawet szybciej.

Youtube i bajki o każdej porze dnia. Tu nasza walka ciągle trwa. Ale i tak udało nam się sporo zmienić w tej kwestii. Po pierwsze Miecio może oglądać bajki tylko wieczorem kiedy nie ma już niani i tylko przez wyznaczony czas. Po drugie ograniczamy YouTuba na rzecz kanałów w TV, bajek na DVD albo Netflixa. Przeprowadzamy też selekcję oglądanych bajek. I te kilka zasad sprawiło, że Miecio nie jest już tak ukierunkowany na oglądanie bajek jak kiedyś, potrafi się ładnie i długo skoncentrować na zabawie. Ale też nie popadamy w skrajności. Dorze dobrane bajki to fajna sprawa. Uczą emocji, relacji, nowych słów, piosenek. Poza tym nie wyobrażam sobie podróży bez bajki na smartfonie. Ale zaczęliśmy baczniej przyglądać się temu co ogląda Miecio. Sami musieliśmy do tego dorosnąć.

Przez długi czas wiele z tych tematów traktowałam z pobłażaniem. Chciałam wypracować własny styl wychowania dzieci, chciałam to zrobić po swojemu. Ostatecznie okazało się, że czasami nie ma po co wyważać otwartych wcześniej drzwi. Ktoś to kiedyś sprytnie zaprojektował i wprowadził na słuszne tory. Może warto spróbować skoro działa?

wychowanie dzieci




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x