Trendy, za którymi nikt nie tęskni

Klumpy
Przedwczoraj jedna z Was użyła tego określenia. Nie słyszałam go milion lat, a kiedyś było w codziennym użyciu. Co to takiego? U nas to były drewniane chodaki. Wygodne jak cholera. Kostki pozdzierane od tych podeszw z drewnianego klocka. Ale jak się nimi stukało! Cała wieś wiedziała, że młoda Maciejewska idzie. Trochę sobie wyobrażałam, że jestem lekarzem, a trochę, że Holenderką. Żaden z tych scenariuszy nie sprawdził się w dorosłym życiu. Ale nie ma tego złego…

Beret a la Zulu – Gula
Kto był dzieckiem w latach 90 tych ten Zulu-Gulę zna. Żółty beret bardzo szybko stał się obiektem pożądania dzieciaków. Szczególnie zimą. I ja miałam swój własny. Wykonany z polarowego materiału w kolorze wyrzyganego bigosu, z wizerunkiem Myszki Miki na górze. I ten szeroki rant, który zasłaniał pół czoła. Do beretów to proszę państwa trzeba mieć łeb. A do takich to już w ogóle.

Balowe stylizacje na starą babę
Całe nasze pokolenie nie udźwignęło wyzwania jakim była Studniówka. Płynnie z dziewczyn, które biegały w pepegach i dresach na jedną noc zamieniłyśmy się we… własne stare. Wcześniej wspomniane buty kwadratowe to był must have. A do tego sukienka. Kupiona w sklepie dla podstarzałych Kopciuszków. Ja miałam sukienkę, uwaga, z ortalionu, drapowaną tu i ówdzie. Długą do samej ziemi. Pięknie szeleściła gdy szłam. Zupełnie nie rozumiałam też fascynacji zieloną, błyszczącą taftą. Ale żeby była jasność: zielenią taką, jak obrusy w lokalu wyborczym – czyli złą. Na mojej Studniówce królowała czerń, bordo i właśnie ta nieszczęsna zieleń. Tak bardzo chciałabym wymazać ten obraz z pamięci.

Pazurki
Moja mama zazdrościła ich Jolancie Pieńkowskiej. Jej pazurki to było coś. Misternie układane przez cały dzień tylko po to, by w Wiadomościach przykuwać uwagę bardziej, niż niusy o Wałęsie. Mowa oczywiście o grzywce ułożonej w pojedyncze cienkie pasemka suto spryskane lakierem. Taka fryzura ani drgnęła na wietrze. Często utrwalana wodą z cukrem. Ja też marzyłam o takich. Ale tylko przez chwilę, bo bardziej marzyła mi się…

Trwała
O Boże! Jak ja jej pragnęłam. Nie było miesiąca, bym nie wzdychała do włosów koleżanek, którym mamy pozwalały na ten zabieg. Te równiuteńkie loki przypominające makaron z zupki chińskiej. Te spalone końcówki, ta suchość włosa, którą słychać było na kilometr. Jak mi się to marzyło. Na szczęście Mama nigdy nie wyraziła zgody. Dzięki mamo! Po latach mogę Ci to powiedzieć.

Wyskubane brwi
Była w naszej podstawówce taka nauczycielka od Polskiego, która regularnie wyskubywała sobie brwi i domalowywała je niebieską kredką. Takie pojedyncze linie. Dziwne, bo Pani nie była specjalnie lubiana, a wiele koleżanek poszło w jej ślady. I chodziły z takimi liniami idealnie odrysowywanymi od kątomierza, który każda z nas miała w piórniku. Niektórym do dziś brwi nie odrosły. Zdziwione? One już nie mogą się dziwić. Nie mają jak.

Przeczuwam, że to nie jest moje ostatnie słowo w kwestii trendów, które nie powinny wracać. Napiszcie czego tu jeszcze zabrakło, a w następnym wpisie zbiorę w całość Wasze mroczne wspomnienia modowe.




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x