Cztery teksty skierowane do mam, które doprowadzają mnie do szału

Za parę dni nasze wielkie święto. Nasze i naszych pociech, bo bez nich nie byłybyśmy mamami. Z każdym dwudziestym szóstym maja czuję się mamą bardziej. Z każdym rokiem czuję się coraz pewniej jako mama, choć w im dalej w las, tym bardziej zdaję sobie sprawę z mojej ułomności w tym zakresie. Z pełnym podziwem obserwuję mamy, którym rodzicielstwo wychodzi lepiej, sprawniej. Sama wciąż się tego uczę. I wszystko byłoby takie piękne, gdyby nie to…

Baj baj marzenia
Decydując się na dziecko miałam wrażenie, że świadomie rezygnuję z rzeczy, które niekoniecznie idą w parze z macierzyństwem o czym zdążyłam Wam napisać tu (klik). A mimo to, najpiękniejsze rzeczy w życiu spotkały mnie dopiero wtedy, kiedy zostałam mamą i wcale nie wynikają one z macierzyństwa, a wręcz czasami stoją do niego w opozycji. Mimo to zrobiłam to! Z premedytacją nie napiszę „udało mi się”, bo nam mamom nic nie udaje się „ot tak”. Każdy z naszych sukcesów okupiony jest ciężką pracą. Dlatego tak bardzo wkurza mnie, kiedy słyszę jeden z tych czterech tekstów.

„Skoro Ty jesteś tu, to kto zajmie się Twoimi dziećmi?”
Oczywiście akcent w tym zdaniu zawsze położony jest na słowo „Twoimi”. Nam matkom przypisuje się absolutne oddanie dzieciom. One przynależą przede wszystkim do nas. To nic, że mamy równouprawnienie, to nic, że na palcach jednej ręki można policzyć zawody, w których nie pracują kobiety. Jeżeli chodzi o sprawy rodzicielskie faceci nieczęsto chcą się w tej dziedzinie sprawdzać. Rzadko stają z nami w szranki. Same wbijamy gwoździe, oprawiamy gniazdka, utrzymujemy rodziny, stawiamy domy i sadzimy drzewa, a mimo to w dalszym ciągu to nam w pełni przypisane są dzieci, które rodzimy. To my jesteśmy obarczone ich opieką. Żaden szef nie zapyta ojca, który przychodzi do pracy dzień po narodzeniu dziecka: „Skoro ty jesteś tu, to kto opiekuje się twoim nowonarodzonym dzieckiem?” Ja rozumiem, że my rodzimy, że my karmimy piersią, ale na litość boską każdą z pozostałych rzeczy facet jest w stanie zrobić przy dziecku tak samo dobrze. I Ivanek jest na to świetnym dowodem. Nie powiem, żeby się do tego wyrywał, ale też ja nie byłam z tych, co to pozwoliłyby mu się tak łatwo z tej harówki wywinąć. Czasami myślę, że cały ten blichtr nad macierzyństwem roztaczają faceci licząc, że my kobiety się na to nabierzemy i wejdziemy w to jak ciepły nóż w masło. Nie podoba ci się? Brokat nie sypie się z sufitu co rano? Chyba coś z Tobą nie tak. Chyba nie nadajesz się na matkę…

Serio? Moje dzieci są pod dobrą opieką, a ja realizuję siebie, bo stając się matką na całe szczęście nie straciłam wcześniejszej tożsamości, choć momentami było blisko.

„Jak super, że on Ci pomaga, to piękne z jego strony.”
Wystarczy, że taki gość zmieni jedną z 16 pieluch w ciągu  pierwszej doby życia dziecka i stawia mu się pomniki. Teściowa dopytuje czy bardzo śmierdziało, teść pomaga wynieść pakunek do śmieci. Robi się z tego całe wydarzenie. My zmieniamy wszystkie pozostałe 15 pieluch, również te nocne, bo przecież faceci nie mają noktowizora w oczach, a my owszem. Przy takiej liczbie statystycznie musi zdarzyć się wpadka więc finalnie zmieniamy bluzkę z brązową plamą w ciągu dnia. Rozglądamy się nerwowo w poszukiwaniu poklasku, ale nie znajdujemy nic, prócz kolejnej pieluchy do zmiany. Znasz to? Do szału doprowadzały mnie te wszystkie teksty: „Jak cudownie, że Ivanek ci pomaga. Nie każda ma tyle szczęście co ty.” A czemu nikt nie zachwycał się tym, że to ja pomagam jemu? Czemu nikt nigdy nie odwrócił sytuacji i nie zachwycał się matką, której „chce się” wstawać w nocy, zmieniać pieluchy, karmić poranionymi sutkami i nosić dziecko na obolałych ze zmęczenia rękach?

„Jak na matkę wyglądasz świetnie!”
Ten tekst to mój zdecydowany numer jeden. Uruchamiam się w sekundę po jego usłyszeniu i nie chcielibyście widzieć w jak bardzo rozwścieczonego babsztyla się wtedy zmieniam. Taka z pozoru niewinna sytuacja. Wysyłam Ivankowi zdjęcie w kostiumie kąpielowym ze sklepu, pytam: „I jak?” W odpowiedzi dostaję: „Jak na matkę dwójki dzieci wyglądasz świetnie.” !#^@(#*@! Co!? Stary! Ja w życiu nie miałam takiego brzucha jak teraz. W życiu nie miałam tak zadbanych włosów i ogarniętych paznokci. Nie chodziłam na brwi i hennę. Co oznacza „jak na matkę”? Czy my rodząc dzieci z automatu stajemy się jakieś mniej zadbane, bardziej otłuszczone, brzydsze? Owszem jesteśmy bardziej zmęczone, ale nawet to po jakimś czasie mija. Dziecko niejednokrotnie nas ogarnia i wprowadza nas na wyższy stan motywacji do wszystkiego: do zmiany w życiu, do pracy nad sobą, do pracy nad relacjami z bliskimi nam ludźmi. Kiedy więc słyszę, że to co zrobiłam albo osiągnęłam to dużo „jak na matkę” dostaję piany.

„Matce nie wypada”
Otaczam się ludźmi, którzy na szczęście nie mówią mi takich bzdur. Poza tym ja nie jestem jakaś specjalnie ani perwersyjna, ani bezpruderyjna, by słyszeć ten tekst. Ale często słyszę to w odniesieniu do innych: „Ona jest matką, tak nie wypada”. I tylko zastanawiam się – kto to ustala? Facet, który jest ojcem jest w głównej mierze w dalszym ciągu facetem. Tym samym, którym był przed pojawieniem się potomka. Jemu wypada wybrać się na trzydniowy kawalerski znajomego. On może. Nam matkom wiele rzeczy nie wypada, właśnie dlatego, że nimi jesteśmy. Tylko dlatego! Zupełnie jakby ktoś naiwnie uważał, że w dniu porodu w pakiecie z urodzonym rozkrzyczanym bobasem dostajemy powagę, dojrzałość i zupełnie gratis kija w dupie. Ja nigdy specjalnie taka nie byłam i nie widzę powodu bym jako mama miała się taką stać. Mało tego, to moje szaleństwo i brak powagi często ratuje mnie przed postradaniem zmysłów. Czy wypada matce dwójki dzieci pozować w bieliźnie do zdjęć? Wszystko zależy od tego, o której matce mowa. Nie znam to się nie wypowiem, ale ja przede wszystkim staram się być sobą. Matka, którą obecnie jestem z przyjemnością zrobiła sobie taką fotkę.  Na pamiątkę najlepszego brzucha w całym dorosłym życiu. 😉




Этот полезный интернет-сайт со статьями про https://xn----htbbbqamuljibcwx0bn.com.
http://poliv.ua

Viagra 100 mg
Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x