F.U.C.K czyli oni znowu o to pytają vol. 1

13100 złotych. Dodam, bo chwalimy się często różnymi bzdurami, a nie chwalimy się dobrymi uczynkami, choć te warto najbardziej promować, że w tym roku na cele dobroczynne przekazaliśmy już blisko 20 000 złotych i jesteśmy z tego dumni. A to dopiero pierwszy kwartał i nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa. 😉

Karina: Mnie umknęło dlaczego zdecydowaliście się na zmianę imienia z Feliksa na Zyzia? Szukałam nawet, ale nie znalazłam.

Marcie podobał się Felek, ale nie Feliks. Mnie podobał się Feliks, ale nie Felek. Imię miało z założenia pasować do Mieczysława, bo taki Miecio z bratem dajmy na to Brajanem wskazywałby na schizofrenię rodziców. Dlatego imię drugiego dziecka miało pasować do imienia pierworodnego. Poza tym do Felka dystansował nas fakt, że ostatnio to dość popularne imię, a my gustujemy w tych rzadszych. 😉 Jess wpadła na pomysł Zygmunta. Mieczysław jest po moim dziadku po kądzieli, któremu wiele zawdzięczam, z którym się wychowałem i który był bardzo porządnym i pracowitym człowiekiem. Dziadek był mistrzem krawieckim i był jednym z najlepszych krawców powojennej Warszawy. Wykształcił całe pokolenia młodych adeptów tego zawodu. Zygmunt jest po nikim choć dobrze mi się kojarzy. Kiedyś na Insta Stories Wam opowiem jak.

Ewa: Czy dziadkowie lub bliscy znajomi odnoszą się jakoś do Waszego bloga/wpisów? Komentują? Jak zareagowali np. na zdjęcie z porodu Zyzia i na zamieszanie jakie ono wywołało?

Dziadkowie Samo Zło są na bieżąco. To tak zwani e-dziadkowie. Mają Facebooki, Dziadek chyba nawet Instagrama. Dziadek Nowej Ery, gdy się widujemy ma referowane co tam się wydarzyło w naszym blogerskim życiu. Jest wielkim fanem występów Marty w Pytaniu na Śniadanie. Dziadkowie bardzo nam kibicują.
Znajomi, dopóki blog się nie rozkręcił bardzo często o niego pytali. Były nawet pewne podśmiechujki, że zajęliśmy się blogiem. Dziś tych śmiechów nie słyszymy, bo po pierwsze rzadko kiedy się z kimś ze starych znajomych widujemy. To ze względu na brak czasu i zmianę stylu życia. Nie pijemy, mamy dzieci. Jesteśmy nudni. Gdy się już widujemy nikt o bloga nie pyta. Czemu? Możemy się tylko domyślać. Przyjmijmy, żeby było miło, że to może dlatego, że regularnie nas czytają i po prostu wszystko wiedzą. Mamy też dosłownie kilkoro znajomych, którzy wiernie nam kibicują i dopingują nas. Tu sprzedam Wam powiedzenie Chrzestnej Miecia, niezwykle mądre zresztą: prawdziwych przyjaciół poznaje się bogactwie, nie w biedzie. Zapamiętajcie to sobie. Przyda się.

Co do zdjęcia z porodu: Babcia Samo Zło powiedziała, że by go nie wrzuciła. Odparłem, że się nie dziwię, bo przecież nie jest blogerką. A jak wiemy bloger to stan umysłu. Dziadek Samo Zło powiedział, że nie ważne co mówią, byleby nazwiska nie przekręcali, i że warto czasem wbić kij w mrowisko. Dziadek Nowej Ery odniósł się do zdjęcia z pełnym entuzjazmem. Szczerze mówiąc innych nie pytaliśmy, bo jak się chce być trendsetterem to się nim jest, a nie pyta wszystkich dookoła o zdanie i czy dobrze, czy źle. Tu trzeba być pewnym siebie. Wielu po tym zdjęciu wieszczyło nasz rychły koniec. Czas pokazał, że to my mieliśmy rację. Dziś już nikt tego zdjęcia nie krytykuje, a i podejście do tego typu zdjęć zdaje się zmieniać we właściwym kierunku.

Anna: Czy oprócz blogowania, macie jakąś stałą pracę? Pamiętam, że kiedyś było wspomniane przez Martę o pracy w korpo, ale czy blog jest serio serio Waszym jedynym źródłem utrzymania?

Tak, jedynym. To praca 24h na dobę przez 7 dni w tygodniu. Jeżeli chcesz ją wykonywać należycie i profesjonalnie jest nie tylko czasochłonna, ale również dość skomplikowana. Wymaga od nas połączenia często kilku zawodów naraz. Zdajemy sobie jednak sprawę, że mamy ogromne szczęście. Nasza pasja stała się naszą pracą. Pracując z domu jesteśmy blisko siebie, ze sobą. Czasami robimy sobie dzień wolny w tygodniu, a czasami pracujemy cały weekend. Ale to my decydujemy. Poza tym żaden moment z życia naszych dzieci nam teraz nie umyka.

Z blogowania można spokojnie żyć i to na bardzo wysokim poziomie. Według moich szacunków topowe blogerki/influencerki osiągają spokojnie przychody rzędu kilku milionów rocznie. Mniejsi oscylują w okolicy miliona-dwóch, jeszcze mniejsi kilkuset tysięcy złotych. Oczywiście mówimy o przychodach. Od tego należy odjąć koszty, a te są niemałe, ponieważ czytelnicy/widzowie/fani/obserwatorzy oczekują krótko mówiąc fajnego życia i ładnego obrazka. To kosztuje i to niemało. Do tego są koszty techniczne w postaci chociażby sprzętu, informatyków, administratorów, fotografików, filmowców, asystentów, logistyki.
Często Internauci lub osoby współpracujące podchodzą do blogowania czy vlogowania z lekceważeniem. Ręczę Wam, że gdybyście zobaczyli PITy kilkudziesięciu największych twórców blogosfery i vlogosfery w Polsce długo byście nie mogli zasnąć.

Macie ochotę na kolejną część? Śmiało zadawajcie pytania tu na blogu, na lub na naszym i .

Mcafee-euroset.ru




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x