„Zamknij ryj” czyli dziennikarze, którzy nienawidzą ludzi Internetu

Oto przeciętnemu widzowi telewizji Internet zaczyna się jawić jako siedlisko wszelakiej patologii, gdzie cyniczni ludzie nastawieni na szybki zysk zrobią wszystko by błyskawicznie zarobić duże pieniądze. Oczywiście nie przeszkadza to zarówno telewizji, jak również prasie kolorowej czy gazetom uśmiechać się co i rusz do internetowych twórców czy to korzystając z ich popularności, czy owoców ich pracy. Wszak nic nie podnosi tak oglądalności, szczególnie w grupie młodszych widzów, jak zaproszenie do programu czołowych „wpływerów”.

Pamiętam jak po urodzeniu Zyzia i naszym słynnym zdjęciu pierwszej sekundy nowego życia otrzymaliśmy telefon od jednej ze śniadaniówek. Pani chciała nas zaprosić, pokazać zdjęcia, ale na nasze pytanie czy zostaniemy podpisani z nazwy bloga, skoro dotyczy to treści związanych z naszych blogiem i naszą działalnością internetową odparła, że oni nigdy nikogo nie podpisują. Co prawda tydzień wcześniej był u nich cały materiał o aspirującej blogerce będącej znajomą jednego aktorzyny z ich własnego tasiemca i podpisali ją chyba z tysiąc razy, ale na ten argument telefonująca pani już nie potrafiła za bardzo odpowiedzieć. Niemniej niezmiernie się zdziwiła, gdy jej powiedzieliśmy, że nie przyjdziemy bez podpisania nas z nazwy bloga i że musimy kończyć, bo właśnie wybieramy uchwyty do mebli w sklepie. Bo musicie widzieć, że ludzie pracujący w telewizjach niezwykle często mają kompletnie nieuzasadnione poczucie zajebistości. Niemniej biorę to na klatę, bo ludzie Internetu mają dokładnie tak samo, a z moich własnych obserwacji wynika, że w większości przypadków poziom dobrego samopoczucia i gwiazdorzenia jest zdecydowanie odwrotnie proporcjonalny do wielkości i popularności takiej osoby. To tylko pokazuje jak ogromna potrzeba przedłużenia wirtualnego Wacka drzemie w Narodzie.

Spieszę Wam kochani wyjaśnić jedną rzecz. Patologia była, jest i będzie. W domach, na ulicach, pod sklepem, również w sieci. Będzie wszędzie, gdzie są ludzie. Podobnie jak reklama. Sława i pieniądze również od wieków rozpalały żądze i to, że medium się zmienia i teraz zamiast własnego programu w tv ludzie marzą o posiadaniu popularnego profilu na Instagramie również niczego nie zmienia.

Klawo by było jakby dziennikarze zarówno prasowi, jak również telewizyjni i ci z portali zrozumieli jedną podstawową rzecz. To nie internetowi twórcy dawali najpodlejsze tytuły swoich wpisów, gdy syn premiera Millera się powiesił. To nie blogerzy, vlogerzy czy lasie z Insta pokazali zdjęcia zakrwawionej 10 letniej dziewczynki zaatakowanej siekierą przez szaleńca. To nie my robimy co i rusz dziwki, ćpunów czy złodziei z czołowych celebrytów by potem przepraszać na głównych stronach swoich „portali” i płacić setki tysięcy odszkodowań. To jest środowisko dziennikarskie. Ludzie, którzy często ze sobą studiowali, byli w tych samych redakcjach czy współtworzyli te same programy. Fajnie jakby oczyścili najpierw swoje podwórko, a dopiero potem zabrali się za nasze. Bo jak widzę czołową polską dziennikarkę zajmującą się celebrytami, która nie przepuszcza absolutnie ani jednej szansy by poszczuć na blogerów, vlogerów czy influnecerów, a sama jeszcze niedawno współtworzyła program nadawany z redakcji czołowego polskiego brukowca, który przegrał więcej procesów o zniesławienie niż wydał numerów codziennej gazety i nie miała z tym żadnych problemów, to pusty śmiech mnie ogarnia.

Ivan Lech Mcafee-euroset.ru




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x