Krótka historia o trzeźwym myśleniu

Ta historia ma swój początek jakieś osiem lat temu. Jest czwarta nad ranem, a my wracamy w szampańskich nastrojach do naszej wynajmowanej kawalerki. Mieszkanie jest małe, ale lokalizacja przednia. Samo centrum Warszawy, przy palmie. Sam środek rozrywkowego wszechświata. Wystarczyło do nas zadzwonić i za pięć minut byliśmy w pubie/klubie (niepotrzebne skreślić). Obydwoje należeliśmy do tej grupy imprezowiczów, która zawsze gasiła światło na dancingu. Ten nocny, imprezowy czas tak nieubłaganie szybko mijał. Wróćmy do tamtej nocy. Jest czwarta nad ranem. Czas wakacji, więc powoli zaczyna robić się jasno. Wracamy uśmiechnięci i zmęczeni. Ciągle jeszcze w uszach szumi nam muzyka wymieszana z wypitym wcześniej alkoholem. Żadne z nas nie myśli jeszcze o tym, że weekend pójdzie na zmarnowanie i że prawdopodobnie nie zrobimy już nic konstruktywnego, prócz dojścia do siebie przed zbliżającym się poniedziałkiem. Kiedy tak wspominam tamten czas widzę, jaka przepaść w stylu życia dzieli nas od tamtych chwil. Cieszę się, że przeżyliśmy je tak intensywnie, bo dziś bez żalu i sentymentem o nich myślimy, choć za nic nie chcielibyśmy do nich wracać.

Zmiana przyszła bardzo naturalnie. Dwie kreski na teście ciążowym sprawiły, że jakoś tak płynnie z bywalców imprez zmieniliśmy się w domatorów z pilotem od telewizora w ręku. Zdarzało nam się raz na jakiś czas gdzieś wyskoczyć, ale to Ivanek godnie reprezentował nas na imprezach, bo m musiał wystarczyć sam sok lub woda z lodem i kolorową słomką. Zrezygnowałam z alkoholu bez żalu, bo mojej abstynencji przyświecał ważny cel. Rósł pod moim sercem i zapowiadał wielkie zmiany w życiu. Pierwszą ciążę straciłam w 11 tygodniu, ale nawet na chwilę nie wracałam do starych przyzwyczajeń, bo zawsze miałam tak, że koncentrowałam się na działaniu. Chciałam zajść w kolejną ciążę, pełna sił i w możliwie najlepszej formie. Dość szybko udało nam się to osiągnąć. Ciąża była dla mnie niezwykłym czasem, bo to właśnie wtedy odżywiałam się i żyłam najzdrowiej jak się da. Zero alkoholu, imprez, tylko zdrowe jedzenie, pięć posiłków dziennie, o 22.00 leżałam już w łóżku. Pamiętam, jak świetnie się wtedy czułam, mimo dolegliwości ciążowych. Dobrze wspominam tamten czas.
I choć przez całą ciążę nie tknęłam ani grama alkoholu, to na swojej drodze spotkałam leciwego lekarza, który zalecał wypicie lampki czerwonego wina raz na jakiś czas, tak dla rozluźnienia. Nie przekonało mnie to. Bałam się, że jeśli coś by się stało, to nigdy bym sobie tego nie wybaczyła.

Po urodzeniu Miecia moja ciążowa abstynencja płynnie przeszła w abstynencję laktacyjną. Karmiąc Miecia piersią, nawet do głowy mi nie przyszło, żeby pić alkohol. Zdrowie moje i dziecka to jedno, ale poziom zmęczenia i baby blues powodował, że alkohol stał się dla mnie czymś absolutnie nieatrakcyjnym. Czasami tylko z zazdrością zerkałam na Ivanka popijającego piwko wieczorową porą. W międzyczasie nasz blog zaczął kręcić się coraz lepiej. Ja wróciłam do pracy na pełen etat. Obowiązki się mnożyły. Ale też powoli odzyskiwaliśmy nasze dawne życie. Miecio był coraz większy, a my mieliśmy potrzebę rozerwania się raz na jakiś czas. Pamiętam nasz pierwszy samodzielny wypad do Paryża. Pamiętam, jak siedzieliśmy na lotnisku w Warszawie, a ja stresowałam się i zastanawiałam, czy my jeszcze potrafimy się bawić tak jak kiedyś. Czy potrafimy się wyluzować? W końcu wszystkie okoliczności nam sprzyjały. Ten wyjazd to było coś absolutnie najlepszego, co mogło nam się wtedy przytrafić. Znów czuliśmy się beztrosko. Obowiązki oddelegowane, dziecko zaopiekowane, mogliśmy skoncentrować się na przyjemnościach. Czułam dumę, że nawet do imprezowania potrafimy podejść odpowiedzialnie. Znów wróciliśmy do ludzi. Zaczęliśmy wychodzić wieczorami na piwo. Ogarnęliśmy odpowiedzialną nianię dla Miecia. W tamtym czasie to było dla mnie bardzo ważne, bo chciałam odzyskać poczucie wolności, choć na chwilę. Chciałam czuć, że dziecko nie odebrało mi wszystkiego.

Później zaszłam w kolejną ciążę i znów zdrowy tryb życia i rezygnacja z szaleństw, absolutnie bez żalu. Wszystko było zaplanowane od początku do końca. Poza tym blog rozkręcił się jeszcze bardziej, a my mieliśmy z tego taką frajdę, że nikt nie tęsknił za imprezowym trybem życia. Ta ciąża była inna niż poprzednia, bo Ivanek, chcąc się ze mną solidaryzować, również zaniechał picia alkoholu. Dla mnie to było bardzo ważne – choć pomysł wyszedł od niego. Czułam, że jesteśmy w tym razem. Ciąża minęła nam szybko, nawet trochę za szybko, bo Zyzio pospieszył się na świat o całe 8 tygodni. Karmienie piersią za drugim razem też było inne, bo czułam się pewniej jako mama. Ivanek dalej się ze mną solidaryzował, ale też mając dostęp do świetnych specjalistów wiedziałam, że raz na jakiś czas mogę wypić małe piwo i karmić bez wyrzutów sumienia po 3 godzinach. Ivanek natomiast przez cały ten czas uczył się asertywności. Na każdej imprezie pytano go o prawdziwe powody abstynencji, bo to, że nie pije,- solidaryzując się z ciężarną czy karmiącą, jakoś do ludzi nie przemawiało. Żyjemy w kulturze, w której rozrywka nierzadko opiera się na spożywaniu alkoholu. Mam kolegę Egipcjanina, mieszka w Polsce. Przyjechał tu za miłością swojego życia. Kiedyś rozmawiałam z nim o tym, jak odnajduje się w kraju, gdzie wiele spotkań towarzyskich okraszonych jest procentami, nawet w niewielkiej ilości. Powiedział szczerze: „Nie wychodzę na takie spotkania”. On dorastał w kulturze, gdzie młodzież spotykała się co piątek na kręglach, w kinie czy na świeżym powietrzu i wszyscy potrafili świetnie się bawić bez alkoholu. Czasem u nas to trochę abstrakcja, prawda? I teraz wyobraźcie sobie w tym wszystkim Ivanka, który kiedyś rozdawał karty na wszystkich imprezach, a teraz wchodzi i od progu uprzedza, że dziś zabawa bez procentów.

 

Od pierwszego stycznia do pierwszej dekady maja nie piliśmy w tym roku w ogóle. Dlaczego? Powodów było kilka. Jednym z nich jest to, że jesteśmy rodzicami dwójki bardzo energicznych szkrabów, które wysysają z nas codziennie energię. Poza tym, jest jedna rzecz, która w naszym wypadku wyszła dopiero w praniu. Gdy stajesz się rodzicem to kwestią nie jest tylko samo spożywanie alkoholu, ale też to, co dzieje się później. Nawet najmniejszy kac w towarzystwie dzieci. Cóż z tego, że niania zostanie z dziećmi wieczorem, żebyśmy mogli pójść na imprezę czy kolację we dwoje, skoro od rana to my z bólem głowy będziemy musieli je ogarniać. Drugim powodem była kondycja bloga i mnogość zadań z tym związanych. W tym roku prowadzimy kilka bardzo ważnych projektów, które wymagają od nas kreatywności, elastyczności i otwartego umysłu. Dlatego rezygnacja z alkoholu była dla nas czymś zupełnie naturalnym. Trzeci powód to sport. Skoro na treningi chodzimy 4 razy w tygodniu, to zwyczajnie nie ma tu już miejsca nawet na kieliszek wina wieczorem, bo następnego dnia podczas sprintów nawet ten jeden kieliszek odczuwa się boleśnie.

Zawsze zastanawiałam się, jak imprezowi ludzie stają się tym odpowiedzialnymi. Kiedy jest ten moment przejścia? Rezygnacji? U nas cała ta transformacja przeszła bardzo łagodnie. Cały czas potrafimy zaszaleć, ale dziś robimy to bardziej świadomie. Nigdy nie nawalamy z terminami. Dotrzymanie słowa czy umowy to dla nas priorytet. Obecnie zdarza nam się wypić lampkę wina lub piwo do kolacji albo na przykład do meczu, ale nie jest to już ten sam styl co kiedyś. Bo odpowiedzialne picie alkoholu stało się naszym stylem życia.

Bardzo chciałam podzielić się z Wami naszą historią. Idealnie obrazuje typową dla ludzi odpowiedzialnych przemianę. Poza tym, w tym roku jesteśmy ambasadorami kampanii edukacyjnej , która porusza tematy spożywania alkoholu wśród kobiet w ciąży, mam karmiących, rodziców małych dzieci, a także kierowców. To ważna akcja, w bardzo ważnej sprawie. Miło nam, że możemy wspierać takie inicjatywy.

Trzeźwo myślę

Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x