Piękno liczone w roboczogodzinach

A wszystko to zabiera szmat czasu
Cały czas pracuję nad własnym stylem. Nad własnym wizerunkiem. Tamte pomyłki z młodości wspominam z sentymentem. I choć na co dzień jestem bardzo zajęta, to są pewne rzeczy, które zrobię choćby nie wiem co. Zawsze zadbam o paznokcie. To 1,5 godziny co dwa tygodnie. Odrost farbuję raz na 6 tygodni i całość zajmuje jakieś 3 godziny. Pedicure to kolejna godzina raz na miesiąc. Do tego treningi, żeby ciało wyglądało i czuło się zdrowo – 4 razy w tygodniu po godzinie. Nie licząc tych wszystkich godzin poświęconych codziennie na układanie włosów, ich pielęgnację, do tego makijaż i golenie nóg – raz na dwa dni minimum. Zaczęłam nawet kiedyś przygodę z laserem, ale później zabrakło mi na to czasu. Wszystko to co sprawia, że my kobiety wyglądamy, ale przede wszystkim czujemy się atrakcyjnie to czas przez duże C, bo potrzeba go naprawdę dużo żeby ogarnąć się od czubka głowy do stóp. Prócz czasu potrzebujemy również chęci i zapału, bo czasami zwyczajnie się nie chce. Też tak miewam, ale z tym walczę.

Złego słowa nie powiem
Najprościej jest zhejtować i napisać: „Ma pieniądze to wygląda. Ma nianię, ma bogatego męża, zamożnych rodziców. Co za próżność. Tylko wygląd się dla niej liczy.” A ja w tych kobietach widzę też ogromną determinację. Kiedy sama widzę, ile pracy trzeba włożyć, ile to wszystko wymaga czasu. W tym czasie można by przecież leżeć na kanapie, oglądać serial i żreć frytki. Mam ogromny szacunek do wszystkich tych kobiet, które tak pięknie wyglądają. Mam taką sąsiadkę. Widzę ją przez okno codziennie rano kiedy wstaję z Zygmuntem o 7.30. Ona o tej godzinie ma zawsze nienaganną fryzurę, piękny makijaż i w wyprasowanej garsonce prowadzi córeczkę do przedszkola. Córeczka, żeby nie było, też zadbana jak ta lala. Myślę o tej kobiecie z podziwem, bo zdaję sobie sprawę, że taki look nie powstaje w dziesięć minut. Podczas gdy być może jej koleżanki z pracy śpią o godzinę dłużej, ona wstaje i jej się chce. Takie kobiety zawsze mi imponowały. Parę miesięcy temu jakaś zazdrośnica zarzuciła mi, że moje zrzucanie wagi się nie liczy, bo ja ćwiczę z trenerem. No więc spieszę z wyjaśnieniami, że ja chodzę na te treningi, kładę się z telefonem na macie, a obok mnie za mnie ćwiczy trener, a mi ubywa tłuszczu.;)  Tak to nie działa. To, że ćwiczę z trenerem nie oznacza, że nie wylewam siódmych potów na sali treningowej. Każda z nas ma swój przepis na piękno. Jedna zoperuje sobie piersi, inna z małych zrobi swój atut. Jedna będzie biegała na bieżni, inna podda się liposukcji. Obydwie wycierpią swoje, bo podobno liposukcja to najbardziej bolesny zabieg chirurgii estetycznej. Nie ważne jak, ważne żeby wciąż nam się chciało. Kim dla mnie jest piękna kobieta? To ta, która nieustannie się stara, która pracuje nad sobą, której się chce.

jak zadbać o siebie




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x